Articles
Tomasz Sikora - mistrz świata i Europy oraz wicemistrz olimpijski w biatlonie - opowiada o sportowej karierze, planach na przyszłość i prywatnych zainteresowaniach.

Co było najpierw - bieganie na nartach, czy strzelanie?
Najpierw było bieganie - już w szkole podstawowej. Potem zaciekawił mnie biatlon, bo często widywaliśmy trenujących na Kubalonce w Wiśle zawodników. Dla każdego chłopaka strzelanie jest interesujące, więc wybrałem tę właśnie dyscyplinę.
Co jest w Pana przypadku mocniejszą stroną - bieg czy strzelanie? Czy w ogóle można dokonywać takiego rozróżnienia?
Ciężko powiedzieć. Zdarzają się podczas sezonu takie momenty, kiedy nie czuję się w optymalnej formie jako biegacz i wtedy staram się nadrobić strzelaniem, choć różnie to wychodzi.Generalnie nie jestem ani rewelacyjnym biegaczem, ani nie należę do ścisłej czołówki strzelców. Muszę walczyć i tu, i tu.
Jak wygląda trening przed sezonem? Jak przygotowuje się Pan do startów?
Zaczynam już w czerwcu treningami typowo strzeleckimi. Bardzo dużo pracuję na strzelnicy nad poprawieniem błędów, które zaobserwowałem w poprzednim sezonie. Im bliżej startu, tym więcej strzelania na tzw. „wysiłku", czyli takiego, jak potem podczas zawodów. I coraz więcej biegania.
Jak Pan dobiera broń, czym się Pan kieruje?
Od początku kariery strzelam używając co najmniej lufy firmy „Anschutz". Zazwyczaj wygląda to tak, że trener jedzie do siedziby firmy, gdzie przestrzeliwuje lufy. Wybiera tę, która strzela najdokładniej, która ma najlepsze skupienie. Później dobieramy amunicję. Kolba jest robiona na zamówienie - podczas zawodów muszę bardzo szybko złożyć się do strzału, dlatego powinna być jak najlepiej dopasowana.
Jest Pan znanym sportowcem, z imponującym dorobkiem. Odczuwa Pan skutki popularności - fani podchodzą do Pana na ulicy, proszą o autograf?
Bardzo często, ale nie jest to tak uciążliwe, jak w przypadku Adama Małysza. To bardzo przyjemne - nie mam żadnych problemów z tego powodu.
Jest Pan honorowym obywatelem Wodzisławia Śląskiego, gdzie Pan mieszka. Jak traktuje Pan to wyróżnienie?
To naprawdę jest dla mnie ważne, naprawdę się z tego cieszę. Miasto Wodzisław doceniło mój wysiłek, choć przecież biatlon nie jest sportem, który można tutaj uprawiać. Mieszkam na Śląsku, a tutaj niezbyt wiele osób zajmuje się sportami zimowymi. Dużo popularniejsza jest choćby piłka nożna.
Teraz poznajmy Tomasza Sikorę prywatnie. Interesuje się Pan muzyką.
Słucham praktycznie każdej muzyki, może poza jazzem. O wyborze konkretnego gatunku decyduje nastrój. Po nieudanych zawodach słucham czegoś spokojnego, przed zawodami trochę mocniejszej muzyki.
W wolnych chwilach chętnie grywa Pan w tenisa.
Grywałem. Z tenisa do zakończenia kariery muszę zrezygnować. Kiedyś podczas zawodów przydarzył mi się upadek i uszkodziłem bark, więc muszę uważać. Mam nadzieję, że po zakończeniu kariery wrócę na kort.
Właśnie - kim będzie Tomasz Sikora, kiedy przestanie być sportowcem?
Jeszcze nie podjąłem decyzji, choć mam kilka pomysłów. Poza tym życie często samo układa scenariusze. Poczekam do chwili, kiedy będę miał pewność, że kończę karierę.
A kiedy nadejdzie ta chwila?
Jeszcze nie ustaliłem daty. Przedłużam karierę z sezonu na sezon. Jeżeli poczuję, że ciężko mi będzie osiągać znaczące sukcesy, wtedy chciałbym zakończyć występy.
Pańska kariera już miała upadki i wzloty. Po zdobyciu mistrzostwa świata w 1995 roku forma spadła, myślał pan nawet o rezygnacji z uprawiania sportu. Potem przyszły sukcesy, wygrywał Pan z najlepszymi.
Jako młody zawodnik wykonałem bardzo ciężką pracę, szczególnie po tych mistrzostwach. Myślę, że dlatego kilka kolejnych lat było mniej udanych. Byłem już znużony biatlonem. Co to za satysfakcja - zdobywać dwudzieste, trzydzieste miejsce? Z drugiej strony to pomogło mi odnosić sukcesy, kiedy dobiegałem trzydziestki. Zbudowałem bazę, organizm został odpowiednio przygotowany. Poza tym pięć lat temu zacząłem współpracę z nowym szkoleniowcem, który wprowadził inne metody treningowe. To wszystko złożyło się na poprawę wyników.
Dziękuję za rozmowę.
