Morsko, Morsko i po Morsku...
W dniach 22-25 kwietnia odbył się trzynasty zlot miłośników strzelania do blaszanych zwierzaczków - Morsko 2010.
Impreza jak co roku miała miejsce na Jurze krakowsko - częstochowskiej na terytorium ośrodka wypoczynkowego "Morsko".
Pogoda dopisała, niemal przez cały czas świeciło słońce.
Morsko to cykliczny zlot wiatrówkowiczów z niemałymi tradycjami. Starzy bywalcy przyjeżdzają tutaj by zmierzyć się w zawodach, ale także zobaczyć się ze swoimi znajomymi z forów internetowych o wiatrówkach. Nowi z kolei mają szansę na zawiązanie znajomoci i nabranie doświadczenia na torze.
Dla mnie to był dziewiąty zlot. Na początku jeździłem rekreacyjnie, a od 2005 już jako przedstawiciel Koltera.
Dla kogoś kto jeździ od dawna nie trudno zauważyć jak zmieniała się ta impreza na przestrzeni tych kilku lat. Pomimo, że miejsce to samo to kilmat już jakby troszke inny. Nastawienie też inne. Morsko przypomina mi teraz takie stare małżeństwo, które się sobą znudziło. Żeby taki związek przetrwał potrzebna jest przerwa, odetchniecie od siebie, złapanie dystansu.
Gdy Morsko było jeszcze młode widziałem w uczestnikach prawdziwą pasje strzelania. Teraz już tego nie ma. Przyjeżdzają do Morska bo jest, strzelają bo są zawody. W pogoni za coraz lepszym sprzętem i jak najlepszym wynikiem zataraciliśmy w sobie to co najważniejsze czyli czerpanie przyjemności ze strzelania. Szkoda, ale co począć, widać taki los. Wszystko co dobre kiedyś się kończy, dla mnie legenda Morska też się skończyła. A może to stało się wcześniej wraz z odejściem Bogdana "Kucharza"?
Sapkowski napisał: "Coś się kończy coś sie zaczyna". Zatem nadzieja, że prawdziwy duch Morska jeszcze powróci gdzieś tam we mnie tkwi.
By Anonymous 614 Days Agopuihjkpoj
