Top Posts
Swoją przygodę ze strzelectwem sportowym zaczęłam w Krupskim Młynie, małej miejscowości na Śląsku. Miałam wtedy 15 lat. 1 maja (pamiętam tą datę bardzo dobrze) w mojej miejscowości rodzinnej zostały zorganizowane zawody strzeleckie. Wzięłam w nich udział tylko dlatego, że były fajne nagrody do wygrania. Oczywiście nie wygrałam, nie byłam nawet w pierwszej dziesiątce, ale skupienie 10 strzałów na tarczy było na tyle dobre, że organizator zawodów (mój pierwszy trener) zaproponował mi systematyczne treningi.

I tak rozpoczęłam treningi strzeleckie jako „karabiniarka"(zawsze podobało mi się strzelanie z pistoletu, ale że zawodników chcących strzelać z pistoletu było więcej niż broni, to został mi przydzielony karabin) w klubie „Nitron" Krupski Młyn pod opieką Piotra Hermanowicza. To on widząc mój potencjał zaczął zabiegać o moje przeniesienie do AZS Częstochowa, tym bardziej, że klub w Krupskim Młynie zakończył swoją działalność. Podczas nauki w szkole średniej mieszkałam w Krupskim Młynie, uczyłam się w Tarnowskich Górach a na weekendy jeździłam na treningi do Częstochowy. Było to bardzo męczące, ale moja determinacja i motywacja była olbrzymia. Od 4 klasy technikum rozpoczęłam naukę w Częstochowie, tu zaczęłam mieszkać a przede wszystkim trenować. I trwa to do dzisiaj.

Większość moich sukcesów sportowych osiągnęłam trenując w klubie AZS Częstochowa
Po 16 latach treningu, mogę o sobie powiedzieć, że jestem sportowcem wyczynowym, który strzela konkurencje olimpijskie w karabinie sportowym (5,6mm), na odległości 50m i karabinie pneumatycznym (4,5mm), na odległości 10m. Moja pierwsza broń (5,6 mm), z której zaczynałam treningi to niezawodny Vostok. Obojętnie z jakiej amunicji się strzelało, czy polskiej, rosyjskiej, niemieckiej czy angielskiej trzymał skupienie na tarczy. Wynik poniżej 96/100 pkt był mało zadawalający. Zazdroszczę producentom tej broni, techniki wytwarzania tych luf. W miarę jak moje umiejętności strzeleckie się zwiększały zmieniała się też moja broń kulowa. W tej chwili strzelam z broni kulowej (5,6mm) niemieckiej firmy Anschutz. Ma większe możliwości w regulacji kolby a jest mi to w strzelaniu precyzyjnym bardzo potrzebne. Co do jej skuteczności (celności i powtarzalności strzałów)........ raz w roku, czasami rzadziej, moja lufa wyjeżdża do firmy RWS w Niemczech lub ELEY w Anglii, aby dobrano do niej odpowiednia partię amunicji. Chcąc strzelać same dziesiątki muszę być pewna, że jeżeli strzelę 9 to jest to moja wina, a nie amunicji.

To samo dzieje się z karabinkiem pneumatycznym (4,5mm). Daję go do przestrzelania niemieckiej firmie HN. I właściwie odkąd pamiętam, na zawodach strzelam tylko ze śrutu tej firmy. Przez te kilkanaście lat trenowania mogłam postrzelać z różnych karabinków. Zaczynałam od wiatrówki firmy Hennel, potem Anschutz. Kiedy wprowadzono wiatrówki na sprężone powietrze, dostałam TAU-a ( strasznie się psuł, a zwłaszcza na zawodach, podczas konkurencji).

Dosyć szybko (tak mi się wydaje) dostałam się do Kadry Narodowej w strzelectwie sportowym. Jako młoda obiecująca, kadrowiczka (tak się niektórym wydawało ), jeszcze juniorka, dostałam z PZSS moją wymarzoną (wtedy) broń pneumatyczną firmy Feinwerkbau model 300. Zabawa w strzelanie z broni tej firmy trwała ok. 8 lat, zmieniały się tylko modele. Mój ulubiony karabinek tej firmy to model 700 Alu, z którego wyrównałam swoją życiówkę 398/400pkt. Czyli na czterdzieści strzałów tylko 2 dziewiątki, przy średnicy dziesiątki 0,5mm na 10 metrowym dystansie. W tej chwili strzelam ze Steyr-a LG-110. Jest to niezwykle wymagająca i trudna w opanowaniu broń. Trzeba jej poświęcić sporo czasu, żeby nauczyć się z niej strzelać dziesiątki.
Treningi zaczęłam w 1993r. Na początku strzelanie traktowałam jak możliwość ciekawego spędzania wolnego czasu. Wybrałam strzelectwo nie dlatego, że bardzo mi się podobał ten sport, albo dlatego że o nim marzyłam, ale wybrałam go .............. z nudów. Nudziło mi się, a poza tym oprócz piłki nożnej i szachów w mojej miejscowości rodzinnej nie było nic innego do wyboru. Na początku były 2 treningi w tygodniu od 1,5-2h. Ale przychodziliśmy na strzelnice bardziej dla towarzystwa niż samego treningu. Jak twierdził mój pierwszy trener, mam pewne predyspozycje, charakterystyczne cechy, dzięki którym mogę dobrze strzelać, zachęcał mnie do ciężkiej pracy i przekazał prawdziwą pasję (przez duże P) dla tego sportu.
Od momentu, kiedy jestem w Kadrze Narodowej (trwa to do dzisiaj) trenuję 4-5 razy w tygodniu. Jeżeli jest to sezon kulowy trenuję ok. 4-5 h treningu specjalistycznego z bronią, plus ok. 1-2 h treningu ogólnorozwojowego. Jeżeli strzelam tylko z broni pneumatycznej trenuję ok. 2-3h plus trening ogólnorozwojowy. Jeżeli jestem na zgrupowaniu trenuje 2 razy dziennie w sumie ok. 7 h.
Dzisiaj, po kilkunastu latach treningu, uważam, ze oprócz wyszkolenia technicznego, fizycznego, taktycznego najważniejsze jest wyszkolenie psychiczne. Bez umiejętnego kontrolowania swoich emocji i myśli, nawet przy posiadaniu najlepszego sprzętu, nie można osiągnąć dobrego wyniku.
Całe moje życie uzależnione i związane jest ze strzelectwem sportowym. 260 dni w ciągu roku spędzam na zgrupowaniach i zawodach (czyli na szkoleniu centralnym Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego). Sport i związane z nim obowiązki nigdy nie przeszkadzały mi w ukończeniu szkoły średniej, potem studiów. W tej chwili kończę studia podyplomowe, trenerskie na AWF-ie we Wrocławiu, pracuje w wojsku i w swoim klubie sportowym.
Miało być nieoficjalnie, bez błysku fleszy i kamer, ale oko kolter.tv było czujne i wyłapało ten moment. Z przekazania wygranej w konkursie zrobiło się wręczenie :)

Pistolet został wyjęty z pudełka i wraz z uściskiem dłoni po chwili znalazł się w moich rękach. Od tego momentu stałem się szczęśliwym posiadaczek Heckler&Koch P30. Wczoraj złożyłem zamówienie na bron.pl na śrut, naboje CO2, okulary ochronne i tarcze, dziś zacząłem urządzać strzelnicę na strychu, ale o tym jeszcze napiszę :) Nie obyło się również bez wywiadu na sam koniec mojego pobytu na zlocie :) Ekipa równie sympatyczna jak sam zlot :)

Wczoraj wpadł mi w ręce nowy twór tureckiej mysli technicznej - pistolet ZORAKI HP-01.
Tak szczerze mówic to Turcy nie wymyślili niczego nowego, bowiem jest to konstrukcja bardzo zbliżona do cenionego HW-40.
Pierwsze wrażenie bardzo dobre. Razem z pistoletem dostajemy wytrzymałą, polimerową walizkę. W środku prucz pistoletu znajduje się instrukcja obsługi, klucz typu torks, wycior;P, olejek siakis i tarcza z testem skupienia. Na tejże tarczy opisane są informacje o pomiarze prędkości(5 strzałów) i dane dot. warunków w jakich przeprowadzony był test. Szczególnie ta karteczka zrobiła na mnie duże wrażenie. Widać, że Turcy idą tutaj nie na ilość, ale na jakość. To bardzo cieszy szczególnie w czasach gdzie liczy się utrzymanie na rynku za wszelką cenę, a tą ceną jest oczywiście zjeżdzanie z jakością.
Niedługo testy skupienia.

Zima miała się skończyć pół wieku temu, a mimo to znów zacżęło za oknem prószyć. Trzeba było wrócić więc do urządzania strzelnicy na strychu, na który nikt od tego samego pół wieku nie zaglądał i sprawdzić przesłanego z serwisu P30. Jako że jeszcze nie udało mi się pokazać co było do zrobienia, żeby zyskać 20 metrów przedpola, dziś odcinek pod wyżej wymienionym tytułem.

Tak to wyglądało przed jakimikolwiek zmianami: jakieś stare futryny, deski, które ostały się po ostatnim remoncie i 5 cm kurzu - czyli ogólny bród i syf.

Wszystko co miało być wykorzystane żeby to posprzątać było skazane na stracenie - więc trzeba było kupić nową miotłę, okulary i maseczkę przeciwpyłową, żeby wyjść z tego cało. Dwa dni na górze, uprzątnięcie pasa o szerokości ok. 2 m pozwoliło uzyskać ok. 20 metrów od ściany, na której zawisnąć miał kulochwyt.

Największą niespodzianką byli sąsiedzi, którzy się tu zalegli. Na szczęście wybrali sobie przeciwległy koniec, więc nie było mowy o przeszkadzaniu, aczkolwiek co nieco trzeba było uprzątnąć po latającym i srającym ptactwie. Na koniec jeszcze tylko kilka żarówek w puste oprawki i można było strzelać :)

Tak to wyglądało przed. Chciało się strzelać, trzeba było stworzyć sobie ku temu warunki, no i nadać temu miejscu odpowiedni charakter, bo nie przypominało nawet strychu.

Praktycznie wszystko gotowe było jeszcze w ubiegłym roku i gdyby nie awaria h&k p30, zdjęcia pojawiłyby się już dawno, tak trzeba było trochę poczekać, po części z winy mojego przekładania naprawy na później. Na szczeście, pod koniec lutego znów wybrałem się po schodach na górę. Okazało się, że gości przybyło, na szczęście wyniosły się tam gdzie ostatnio, więc miałem 3/4 strychu dla siebie :) Co się zmieniło? Jak wygląda to miejsce teraz? Oto mała fotorelacja :)
Ostrzeżenie przed wejściem o strzelaniu


Sprzęt p-pożarowy - tak na wszelki wypadek - oprócz gaśnicy jest jeszcze piasek i bosak, chociaż do pożaru nie ma powodów

Regulamin strzelnicy i przypomnienie o zamykaniu drzwi

Zamknięcie trochę prowizoryczne, ale skuteczne (x2)

Zasady bezpiecznego obchodzenia się z bronią i telefony alarmowe

Apteczka i telefon znajdują się z punkcie ładowania broni :)

A tak to wszytstko wygląda skompletowane - telefon polowy dla ozdoby - na wszelki wypadek leży powinna leżeć gdzieś tam komórka :)

A tu główny powód całego zamieszania

Jest też gdzie rozładować broń

A tu widać już kulochwyt w postaci książki telefonicznej - wcześniej był w jej miejscu baniak po płynie do spryskiwaczy wypełniony szmatami, ale problematycznie się na nim montowało tarcze, tego dnia postanowiłem go zastąpić książką telefoniczną, do której mocowanie tarcz to czysta przyjemność :)

Prawda, że czyściej niż na początku? :) Można strzelać :)

A tak to wygląda prawie z najdalszego punktu, w którym można stanąć - w praktyce wychodzi coś koło 20 metrów, więc strzelanie Silhouette spokojnie można sobie zorganizować i to chyba będzie mój następny cel do osiągnięcia :)

Godzinka czytania i już co nieco wiem na temat FT, wystarczająco dużo, żeby samemu zbudować tor i ćwiczyć. Najpierw trzeba wyrzeźbić zwierzaki, ale do treningu nie muszą być od razu przewracalne ;). A potem już strzelać i strzelać. Przy okazji zweryfikowałem jeden z podpunktów na wiki - różni się tylko dwoma szczegółami od przepisów na stronie PFTA (kto chce niech sprawdzi jakimi ;)) A oto najważniejsze moim zdaniem zasady, dzięki którym można sobie wyobrazić siebie na torze FT :)
1. Karabinek do 17J (a właściwie 16,3, bo powyżej jest nieklasyfikowany) - czym za bardzo się nie przejmujemy, bo więcej niż 17J bez zezwolenia na broń się nie da ;) - każdy kaliber,
2. Komenda "przerwij ogień", "biała flaga na maszcie" lub "biała latarnia" to w FT pojedynczy sygnał gwizdka/trąbki,
3. Komenda "ognia", "czerwona flaga/latarnia" to sygnał podwójny/trąbki,
4. Dopuszczalne są celowniki optyczne, poza laserowymi oraz poza urządzeniami do określania odległości (twardziele używają muszki i szczerbinki ;) ),
5. Dowolny rodzaj śrutu oprócz wybuchowego,
6. Cele - przewracające się po trafieniu w strefę, wyraźne i numerowane (przy celu i stanowisku), w odległości 7,5-50 m,
7. Strefa trafienia:
- okrągła i kontrastowa o średnicy 40 mm,
- mniejsze średnice - do 25% całkowitej ilości celów, min. 25 mm średnicy, do 32 m od lini strzału,
- wyjątkowo 15 i 20 mm - do 10%c całkowitej ilości celów, do 25 m od linji strzału,
8. Cele muszą być trafiane wg kolejności (otrzymuje się punkt za przerwócenie celu) - tylko jeden strzał do każdego celu,
9. Dowolna postawa strzelecka poza stanowiskami z postawą wymuszoną (siedząca, klęcząca, stojąca, leżąca), na torze 2-6 celi z postawą klęczącą, 2-6 - ze stojącą (limit czasu: 1 min. na cel).
10. Karabinek zawsze musi mieć kontakt jedynie z ciałem strzelca.
Dziś rano przyjmując poranną dawkę wiadomości i rozrywki natrafiłem na fotografię obrazującą to, o czym pisałem wczoraj. A wy jak myślicie? Czy zdjęcie poniżej jest śmieszne czy przerażające, nawet jeśli broń nie była nabita, rozładowana? Jak dla mnie brak wyobraźni...

źródło: http://ifun.ru/view/94091
Nieposkromiona ułańska fantazja pchnęła tory mojego myślenia na strzelectwo pneumatyczne podczas oglądania jednego z karkonoskich straganów...
I pomyślałem wtedy: a gdyby tak zamiast metalowych sylwetek zwierzaków i tarcz postrzelać do figurek żołnierzyków, rycerzy, wojowników? Ubranych w zbroje, na koniach, z tarczą... Czy bardziej nowocześnie - do predatorów, alienów, transformerów, robodinozaurów... nawet ruchomych.
Sport zapewne byłby drogi - ceny figurek mogą sięgać od 10 do nawet 200 zł (a w przypadku kolekcji Star Wars nawet więcej niż 4,5 tys. za 11 figurek), ale jakże urozmaicony jeśli chodzi o ilość postaci, możliwych do wykreowania sytuacji (figurki księżniczek pełniłyby rolę celu do którego nie należy strzelać), wielkość celu, możliwość jego poruszania się itp. Opcji jest mnóstwo. Pozostaje jednak pytanie o trwałość takich celów...
Przykładowy scenariusz:
- 10 figurek krzyżaków o wysokości do 4 cm w odległości 7-15 m,
- 20 figurek rycerzy o wysokości 4-5 cm w odległości 10-20 m,
- 30 figurek żołnierzy o wysokości 5-6 cm w odległości 10-25 m,
- 30 figurek różnych o wysokości 6-8 cm w odległości 15-35 m,
- 20 figurek różnych o wysokości 8-10 cm w odległości 20-40 m,
- 30 figurek księżniczek, królewien i innych związanych np. z płcią piękną (lub innych ustalonych) o wysokości do 8 cm ustawionych w pobliżu pozostałych pełniące rolę celu "nie strzelać",
- 40 figurek zombie o wysokości powyżej 10 cm w odgległości 8-10 m do strzelań z broni krótkiej.
Łącznie: 180 figurek.
Długość toru: 500-600 m.
Stanowiska strzeleckie wyznaczone palikami.
Cele do strzelań z broni krótkiej wybrane z jednego gatunku (przykład jak powyżej), umieszczone na zmianę z celami do strzelań z broni długiej, tak aby zawodnik musiał zmieniać broń w trakcie strzelania.
UWAGI:
- za trafienie figurki przyznaje się 2pkt,
- punkty ujemne przyznaje się za:
* trafienie celu "nie strzelać": -3pkt
* trafienie zwierzęcia na którym siedzi cel: -2pkt
* trafienie w tarczę celu właściwego (jeśli cel taką trzyma): -1pkt
Podsumowując:
Na koniec pójdę jednak po rozum do głowy w kwestii kosztów. Może pozbycie się w ten sposób kolekcji z dzieciństwa mogłoby być atrakcyjne, ale jednorazowe. Nikt nie wyda pieniędzy na nowe figurki, żeby powtórzyć tor przez drugą osobę. Pojawia się za to opcja własnoręcznego zrobienia figurek (dzieci pewnie oszaleją z radości kiedy tatuś z nimi zasiądzie coś lepić) np. z masy solnej, a potem skazania ich na totalną zagładę. Efekty wizualne podczas niszczenia celu również moga być ciekawe. Figurkę taką można też pomalować farbkami zaznaczając killzonę w dowolnym miejscu o dowolnym kształcie (figurki już nie muszą być tak wymyślne jak oryginalne). Jeśli tylko pierwsza wiatrówka zagości w moich progach zaprezentuję te właśnie rozwiązanie :)
Człowiek naczyta się o robionych samodzielnie spinnerach, kulochwytach, aż sam nabierze ochoty, żeby coś zrobić. Minimalnym kosztem, bez użycia spawarki, metalu, drewna, gwoździ i młotka, jak się okazuje, też można co nieco wykombinować. Wczorajszym natchnieniem był kapsel (mało oryginalne rozwiązanie, wiem). Jednak jak można zobaczyć poniżej, kapsel jest strasznie motywujący i co ważne, po montowaniu takim jak na zdjęciu można wykorzystać go jako element nocnego strzelania. Miłej zabawy :-) Koszt 0 zł ;-)

O SFT nie ma się za wiele co rozpisywać. Zasady podobne jak w FT (postawy, czas, punkty) z tą różnicą, że podczas określania odległości gołym okiem (jak w HFT) może ale przed oddaniem pierwszego strzału dokonać korekty ustawień celownika (przed spojrzeniem w celownik). O wiele ciekawszą od tej odmiany może okazać się NHFT, czyli HFT nocą. I te dwie odmiany kończą przegląd strzelań terenowych, ale na pewno nie kończą listy konkurencji przeznaczonych dla broni pneumatycznej, a które postaram się zebrać tu w całość :) Przede wszystkim dla siebie, ale jeśli komuś równie zielonemu jak ja przyczyni się do załapania bakcyla to będę wystarczająco zadowolony, bo pewnie większość z Was ma konkurencje i zasady w małym palcu, ale cóż... każdy kiedyś zaczynał :)
Wróćmy jednak na chwilę jeszcze do NHTF:
Zawodnik może (co zresztą ułatwi obserwację celu) posługiwać się sztucznym oświetleniem, niezależni od tego czy jest ono specjalnie do tego przeznaczone, zwykła latarka czy urządzenia zbudowane samodzielnie. Całość urządzenia musi być związana z karabinkiem lub ze strzelcem, zarówno podczas strzelania, oczekiwania na swoją kolej, jak i przechodzenia na następne stanowisko. Poza tym obowiązują wszystkie zasady jak dla HFT.
Dziś z moimi dwoma skarbami wybrałem się na wycieczkę na... BYŁĄ strzelnicę, na której nigdy wcześniej nie byłem byłem kilka dni temu (ale bez aparatu, ukochana mnie zabrała). Ukochana ma zajęła się pieskiem, a ja - obserwacją tego, co pozostało z BYŁEJ strzelnicy. Obeszliśmy w trójkę całość. W mojej głowie pojawiały się wizję jak to mogło wcześniej wyglądać i jak bym to widział, gdyby właściciel terenu (gmina, nadleśnictwo), zdecydowało się oddać ją w moje ręce :D Wizja mam nadzieję nie odległa, zwłaszcza, że takie miejsca powoli znikają.

Wiele ze strzelnicy nie zostało... Co najważniejsze jednak wykonane są wały, dla których zatrzymanie śrutu nie stanowiłoby najmniejszego problemu. Zabezpieczenie (ogrodzenie) terenu (nawet siatką) też nie powinno stanowić większego problemu. Oryginalne, drewniane zabezpieczenie ostało się niestety tylko gdzieniegdzie.

Wymiary strzelnicy (a właściwie dwóch sąsiadujących ze sobą strzelnic) nie są może imponujące (na oko długość 50) ale w zupełności mogłyby wystarczyć do REKREACYJNEGO strzelania...

Co ciekawe, można by również wykorzystać "ruiny" stojącego obok budynku...

Któż by nie chciał zrobić z niego killing house?

A wszystko to na terenie, który BYŁ KIEDYŚ strzelnicą, tylko został zapomniany i niszczeje. Zabijają go rosnące tu drzewa (a to ci numer!) oraz śmieci...

A wystarczyłoby trochę chęci, dobry organizator, ukłon od właściciela ziemi i sponsorów i można by stworzyć miejsce rozrywki dla 30-tysięcznego miasta...
Na upartego można by tutaj strzelać: samemu, w niewielkiej grupie. Ale promocja tego miejsca była by wtedy równa zeru. Bo co to za miejsce, które widać na zdjęciach? Brudne, opuszczone, zaniedbane, zdewastowane, niszczejące, zaśmiecone...
Po takiej wyciecze (najbardziej podobało się tutaj chyba Basterowi - na zdjęciu poniżej z ukochaną mą)...

... jedyne miejsce gdzie się można zrelaksować to basen nieopodal...

...również opuszczony...
Galeria kilkunastu zdjęć do obejrzenia tutaj.
Bardziej interaktywny materiał tu.
(Pozdrawiam ukochaną nadzorującą pisania artykułu xD)
Figura strzelecka TDJ 01
- przeznaczenie: do strzelań służb mundurowych i ochrony, w połączeniu z innymi tarczami można jej używać jako tarczy "nie strzelać" (zastanawiające jest, że najbardziej punktowane miejsce jest za lewą ręką - patrz niżej)
- rodzaj broni: brak danych
- postawa strzelecka: brak danych
- odległość od celu (m): max 25
- wymiary figury:
Wysokość - 630mm
Szerokość - 430mm

Jeśli ktoś posiada wzór tarczy w lepszej jakości oraz wiedzę na temat brakujących danych proszę o dodanie w komenatrzu.
Decydując się na zakup wiatrówki powinniśmy pamięta, że to nie jedyny wydatek jaki będzie nam dane ponieść. Szybko okazuje się, że przydał by się celownik optyczy, który w znacznym stopniu poprawi nam celność, a w przypadku PCP niezbędna będzie butla nurkowa do napełniania kartusza wraz z zestawem do ładowania.
Przedstawię tutaj osprzęt do wiatrówek który może nie jest niezbędny do tego żeby uprawiać strzelectwo rekreacyjne, ale napewno ułatwi i urozmaici nasze hobby.
Przenoszenie śrutów w pudełku i otweranie go za każdym razem kiedy chcemy oddać strzał może być uciążliwe. Ciekawym rozwiązaniem jest zawieszka na śrut. Patent jest prosty. W tworzywie przypominającym podkładkę pod myszkę znajdują się otwory, w które wkładamy śrut. Do zawieszki doczepiamy smycz. W ten sposób śrut jest zawsze pod ręką. Ten sposób przenoszenia śrutów szczególnie upodobali sobie strzelcy FT i HFT. Są też wady. Podczas składania do strzału śrut może ulec pognieceniu. Szczególnie trzeba uważać podczas przyjmowania pozycji leżącej. Maty na śrut są też spotykane na celownikach.


Kolejnym i coraz bardziej popularnym sposobem przenoszenia śrutu są z ang. pellet's pouch. To takie puzderka wykonane z grubej skóry. Dzięki temu śrut nie ulega odkształceniu nawet jak pojemnik zostanie przygnieciony . Doczepia się do nich smycz i noszone są podobnie jak maty na śrut. Są jednak dość kosztowne. Cena oscyluje w okolicach 100zl, podczas gdy zawieszkę na śtut możemy mieć już za ok 20zl.


Osobiście używam jeszcze czegoś innego:) Kilka lat temu poprosiłem mojego dobrego i przy tym bardzo zdolnego kolegę, żeby wykonał poduszkę na kolbę podwyższającą bakę policzkową. Pomyślałem, że mógłby wykonać też małą kieszeń na śrut. Wykonanie okazało na tyle profesjonalne, że poduszka służy mi do dzisiaj. Okazuje się, że ten sprytny gadżet podoba się nie tylko mi. Dowodem na to jest zainteresowanie kolegów na zawodach.


Rękawica strzelecka - co to takiego jest? To nic innego jak gruba i sztywna rękawica, gumowana odo wewnętrznej strony. Rękawic strzeleckich używają strzelcy tarczowi, ale znakomicie przyjęła się też na zawodach FT/HFT. Dzięki takiej rękawicy uzyskujemy znacznie pewniejszy chwyt na broni. Guma powoduje, że ręka nie ześlizgnie się z zazwyczaj śliskiej osady broni. Rękawica sprawia, że broń trzymająca karabin nie męczy się tak szybko. Nie polecę takiego gadżetu dla początkującego strzelca lub osoby strzelającej czysto rekreacyjnie. W tym przypadku będzie zbędna, a nawet może przeszkadzać. Jeśli jednak myślisz poważnie o zwiększeniu swoich szans na zawodach wiatrówkowych to myślę, że powinieneś spróbować.


Bardzo użytecznym dodatkiem do wiatrówki okazuje się dwójnóg, ang. bipod. Jak w wiatrówkach PCP czy CO2 nie ma większych problemów z jego zamontowaniem, tak w sprężynówkach (łamana lufa, dolny naciąg) może to być pewien kłopot. Jest kilka sposobów montowania bipodu. Najbardziej popularne to: montowanie na śruby do bączków, do szyny weaver lub bezpośrednio na lufę. Dwójnogi zazwyczaj posiadają możliwoś płynnej regulacji wysokości. Bipod świetni sprawdzi się w rekreacyjnym strzelaniu z pozycji leżącej. Już nie musimy podpierać karabinka na kocu czy pokrowcu. Wystarczy, że rozłożymy bipod na odpowiednią wysokość i już mamy idealną statykę. Na samych zawodach wiatrówkowych nam się nie przyda, ponieważ staosowanie tego typu udogodnień jest zabronione. Za to doskonale sprawdza się do zerowania celownika.


Pas do broni jest bardzo popularnym dodatkiem do broni. Szczególnie upodobali go sobie myśliwi. Jest to spowodowane tym, że muszą oni często przejść wiele kilometrów za zwierzyną. Trzymanie nieustannie broni powoduje, że ręce się męczą. Wtedy decydujący strzał może okazać się chybiony. Najczęściej można spotkać pasy wykonane ze skóry, ale równie dużym powodzenie cieszą się pasy parciane lub z cordury. Pas mocowany jest do broni za pomocą tzw bączków, te z kolei dopina się do śrub mocowanych w łożu. Również wiatrówkowcy z powodzeniem montują pasy nośne do swojej broni. Zawody FT/HFT trwają nierzadko nawet po kilka godzin, wtedy pas nośny wydaje się dobrym rozwiązaniem.


Wiele osób uważa, że nóż czy multitool to narzędzia zbędne do codziennego noszenia. Szybko jednak zmieniają zdanie gdy zaczynają ich używać. Wtedy okazuje się nóż znajduje wiele zastosowań. Tym bardziej przyda nam się w terenie podczas strzelania lub na zawodach. Kupując nóż powinniśmy zwrócić uwagę na to z jakiej stali wykonane jest ostrze, a także czy posiada on blokadę. Multitool to wielofunkcyjne narzędzie, istny kombajn niewiele większy od typowego składanego noża. Jego głównym narzędziem są kombinerki, ale zależnie od modelu posiada też otwieracz, nożyczki, śrubokręty, piłę. Warto zaopatrzy się w ten sprzęt, bo nigdy nie wiadomo co w terenie może się przydarzyć, a przecież nie zawsze będziemy mieli przy sobie skrzyneczkę z narzędziami.


Tłumik
Nie tylko w broni palnej wykorzystuje się tłumiki dźwięku. Wbrew pozorom odgłos wystrzału z wiatrówki o energii ok 16 J. jest dosyć głośny. Z wyglądu tłumiki dźwięku w wiatrówkach nie różnią się znacznie od tych w broni palnej. Jednak konstrukcja wewnętrzna różni się zastosowanymi materiałami. W tłumikach do wiatrówek jako wyciszenie zastosowana jest najczęściej gąbka. W tłumikach do broni palnej nie ma możliwości jej zastosowania, ponieważ gazy wylotowe szybko by ją zniszczyły. Istnieją dwa najczęściej stosowane sposoby montowania tłumika do lufy. Pierwszy z nich to mocowanie za pomocą kilku śrubek umieszczonych symetrycznie w obydwu płaszczyznach. Drugi sposób częściej stosowany to wkręcanie tłumika na lufę za pomocą gwintu. Każdy sposób osadzania tłumika jest dobry, ważne aby został on osadzony osiowo i nie miał luzów względem lufy. Jeśli strzelamy na działce lub w sąsiedztwie innych ludzi, a nie chcemy zwracać na siebie uwagi warto zaopatrzyć się w tłumik.

Latarka
Z wiatrówki strzelamy przeważnie w dzień. O zmierzchu tylko w celowniku już niewiele zobaczymy, no chyba, że jest to wysokiej klasy luneta o dużej średnicy obiektywu. Do czego zatem przyda nam się latarka w strzelectwie? Od kilku lat coraz bardziej popularna staje się konkurencja zwana Nocne HFT. Jest to odmiana Hunting Field Target z tym, że rozgrywana w nocy. Jest kilka sposobów montowania latarki na karabinku. Najczęściej montuje się je pod osadą lub przy pomocy dodatkowych uchwytów na celowniku. Strzelanie z wiatrówki z wykorzystaniem latarki jest bardzo popularne w Anglii - ojczyźnie wiatrówek. Stosuje się wtedy tzw. Pest Control, czyli kontrolowany odstrzał szkodników, takich jak np. szczury, które przeważnie żerują w nocy. W strzelaniu nocnym warto mieć przy sobie drugą latarkę dzięki której oświetlimy sobie port ładowania, czy znajdziemy potrzebną rzecz w plecaku. Bardzo dobrze taką rolę spełnia latarka czołowa. Jej największą zaletą jest to, że nie zajmuje rąk.
Od miesiaca nasza cała grupa skupia sie na organizacji zawodów. Już wszystko mamy... nawet ciekawe nagrody. Zdjęcia i opisy po zawodach.
Tutaj jest pełny opis wraz ze zdjeciami z zawodów: http://wiatrowki.pl/articles/entry/CZEWA-POLEWA-podsumowanie
Prace nad moją BMK40 dobiegły końca. Niedawno odebrałem wykończoną osadę od Łukasza Pietruszki i mogłem wszystko złożyć do kupy. na wiatrówkę założyłem cełownik Simmonsa 3-9x40 z połyskiem. Wypolerowałem także kabłąk, teraz ma kolor matowej stali i prezentuje się dużo lepiej niż oryginalny czarny. Oto efekty kilkumiesięcznej pracy:
Do zamocowania lunety na wiatrówce potrzebny jest montaż. Zależnie od wiatrówki, będziemy potrzebowali montażu jedno- lub dwuczęściowego. Jednoczęściowe stosuje się w wiatrówkach o większej energii kinetycznej, przekraczającej 12 J.
Należy pamiętać, że wiatrówka sprężynowa oprócz odrzutu do tyłu, charakteryzuje się także znacznym odrzutem do przodu, który jest szczególnie niebezpieczny dla lunety. Solidne zamocowanie celownika zabezpieczy go przed przestawianiem, a tym samym utratą “zera”.
Montaże dwuczęściowe stosujemy w wiatrówkach PCP, zasilanych CO2 i w przypadku słabszych “sprężyn”. Tego typu wiatrówki nie wymagają tak silnego mocowania, ponieważ ich odrzut jest nieznaczny.
Przystępujemy do montażu lunety.
W tym celu należy odkręcić śrubki pierścieni na montażu i zdjąć pierścienie.
Nasączamy szmatkę benzyną ekstrakcyjną i wycieramy szyny (frezy) na wiatrówce. Jest to konieczne, ponieważ smar lub piasek mogłyby spowodować niedostateczne zaciśnięcie szczęk, a to z kolei mogłoby skutkować przesuwanie się montażu.
Nakładamy montaż na szynę (frezy) wiatrówki i przykręcamy śruby. W przypadku montażu dwuczęściowego należy pamiętać o odpowiednim rozmieszczeniu pierścieni – tak, by można było swobodnie umieścić lunetę.
Umieszczamy lunetę na montażu i mocujemy ją górnymi połówkami pierścieni. Dokręcamy na tyle, żeby w obejmach można było swobodnie poruszać tubusem.
Następnie patrzymy przez celownik i dobieramy odpowiednią odległość lunety od oka. Ustawiamy też poziom lunety, wyznaczając go przez poziome linie lunety. Dokręcamy śruby na przemian. Należy to robić z wyczuciem, żeby nie wgnieść tubusu lunety.
Teraz czas na zerowanie lunety. Odkręcamy pokrętła chroniące bębny regulacyjne w lunecie.
Znajdują się one na górze i po prawej stronie celownika. Bęben górny ma oznaczenie UP (góra) i strzałka. Kręcąc w kierunku UP punkt trafienia będzie nam się przestawiał w górę na tarczy, kręcąc odwrotnie - w dole tarczy. Z boku lunety jest bęben z oznaczeniem R (prawo). Jeśli będziemy kręcić w tym kierunku, punkt przesunie się w prawo, odwrotnie - w lewo.
Aby szybko wyzerować celownik np. na 20m, należy zamocować dużą kartkę papieru, np. A4, narysować na niej punkt i z pięciu metrów oddać przykładowo 3 strzały. Wg. tego, co nam wyszło, korygujemy lunetę pokrętłami góra-dół, lewo-prawo, aby strzelać równo w punkt. Następnie powtarzamy procedurę dla odległości 10 i 20 metrów. Gdy celownik jest już ustawiony, przykręcamy zakrywki chroniące bębny regulacyjne.
Na tegorocznych targach outdoorowych IWA 2010 firma Umarex przedstawiła nowy pistolet na Co2 - "SA 177", replikę Glocka 17.
Miałem okazję wystrzelić z niego kilkanaście magazynków, przedstawie swoje spostrzeżenia.

Pistolet dostajemy w kartonowym pudełku. W środku oprócz samego pistoletu znajduje się instrukcja w języku polskim.

Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Glock jest ciężki, waży 662g. Wykonanie na wysokim poziomie. Korpus wykonany jest z solidnego, twardego polimeru, zamek oczywiscie metalowy.

Dzięki świetnie wyprofilowanej rękojeści pistolet bardzo dobrze leży w dłoni. Zrzut zamka czy wyjęcie magazynka jest bardzo szybkie i nie sprawia problemów. SA 177 wyposażono w światłowodowe przyrządy celownicze, a także szynę weaver i bezpiecznik. Po wystrzeleniu całego magazynka zamek zostaje w tylnym położeniu.

Metalowy magazynek ładowany jest do rekojeści. Mieści się w nim 18 stalowych kulek kalibru 4,46 mm. Ciekawostką odróżniającą nowego Glocka od reszty pistoletów na co2 jest sposób montowania kapsuły Co2. Aby załadować kapsułę należy nacisnąć przycisk na spodzie rękojesci. Wtedy uchyla się tylna klapka odsłaniająca miejsce na kapsułę.

Samą kapsułę dociskamy śrubą znajdującą się na spodzie rękojesci. Dokręcenie śruby jest możliwe po wyjęciu magazynka, dzieki temu nie widać jej gdy pistolet jest załadowany.

Strzelanie jest bardzo przyjemne, blow-back kopie nawet mocniej niż w Compakcie.
Z jedej kapsuły 12-gramowej wystrzelimy spokojnie 7 magazynków. Jest to ok. 120 strzałów! Wynik ten jest znacznie lepszy niż którego kolwiek innego pistoletu na stalowe kulki. Wystrzelenie kolejnych 4 magazynków jest możliwe, ale jest to okupione coraz większym spadkiem prędkości kulki.

Wadą pistoletu jest brak samonapinacza kurka, ale można to przeboleć. SA 177 to moim zdaniem najlepszy pistolet C02 na stalowe kulki 4.46mm od czasu PPK/Sa.

Daystate MK4 Platinum LE

Firma Daystate wprowadziła na rynek limitowana wersję modelu MK4. Karabinek o dumnie brzmiącej nazwie Mk4 Platinium LE został wyprodukowany w jedynie 100 egzemplarzach.
Elektroniczna wersja modelu MK4 to patent Stevena Harpera, który zastosował elektronike w daystatach już 10 lat temu. CDT to skrót od Capacitive Discharge Technology. Jest to nazwa układu scalonego, który steruje karabinkiem.
Osada - piękny ręcznie robiony laminat to dzieło legendarnego Garego Cane'a.
Link do filmu o ustawianiu elektroniki w Daystate MK4 Platinum LE: http://www.youtube.com/watch?v=J-_8J6pS2kY
Mój dobry kolega Hogan to prawdziwy spec jeśli chodzi tuning wiatrówek sprężynowych. Swego czasu robił dla mnie Gamo Huntera 440, wynik pracy rewelacyjny! Kiedy dowiedziałem się, że poddał głębokim przeróbkom popularną i niedrogą BMK40 to postanowiłem zwrócić się do niego, aby dla mnie także zrobił taki tuning.
Końcowy wynik pracy Hogana przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie wiedziałem, że BMK 40 posiada taki potencjał. Ale zobaczcie sami.
W temacie napisałem TX 200,ponieważ model BMK 40 który właśnie poprawiam jest jego wierną repliką,ale mającą wiele do życzenia i dlatego postanowiłem coś z tym zrobić.
Uważam że materiał z jakiego jest wykonana ta Chińska podróbka jest dość dobrej jakości.
Nie wiem dlaczego zaprzestano produkcję tego modelu,bo to moim zdaniem najlepszy produkt z rodziny BMK.
A teraz do konkretów.
Demontaż w/w egzemplarza jest chyba najprostszy ze wszystkich pneumatyków jakie znam.
( fotki zrobione już po przygotówce do oksydowania a pod koniec opisu juz z nową oksydą )
Po odkręceniu czopa kluczem nr.10 mamy praktycznie prawie całą mechanikę na stole.

Po wybiciu trzpienia który jest zawiasem dźwigni naciągu,można będzie wyciągnąć cylinder,wtedy mamy już całą mechanikę by ją poprawić.

wykonanie,nowego lepiej spasowanego tłoka z uszczelka Zepto z Poliuretanu,ślizgi z Boramidu + trzpień tłoka z dobrego gatunkowo materiału.




Nowa,przegubowa prowadnica z tulejką prowadzącą z Ertalitu,sprężyna,dociążnik.
Niżej oryginał.

Wymiar oryginalnej stalowej prowadnicy i sprężyny,przy takich luzach brzęczenie murowane.


Tulejka w tylnej części prowadnicy ma za zadanie prowadzić trzpień tłoka wprost do zaczepu spustu,nie ocierając o moduł w którym jest on zamontowany.
(Na oryginalnej prowadnicy trzpień tłoka wyciera moduł produkując opiłki,które są wpychane do spustu,jeżeli moduł wytrze się zbyt mocno,spust może już nie łapać,wtedy koniecznością jest tulejowanie lub wymiana na nowy.)

Nacinanie rowka na cylindrze w tylnej jego części.
Cylinder w BMK jest dużo twardszy niż w TX i PP.

Toczenie pierścienia z Boramidu.


Szlifowanie wewnątrz korpusu.
Ja rozebrałem ten karabinek jeszcze dokładniej,celem oksydowania całości,wymiany lufy,skrócenia osłony i dźwigni naciągu.
Z demontowana dźwigni naciągu z zawiasu,czynność tą wykonujemy tylko po dość mocnym podgrzaniu ( z osłoną lufy postępuje się podobnie )

Demontaż lufy polega na odkręceniu nakrętki wewnątrz cylindra kluczem nasadowym nr. 17 z przedłużką i podgrzaniu jej w miejscu
osadzenia.


Wykonanie nowego chwytu ( rączki ) na Dźwignię naciągu.

Frezowanie.
Całość zmontowana.

Dość ważną sprawą jest lufa w BMK,nie jest ona najgorsza,ale postanowiłem do toczyć nową.

Wykonanie poprawnej korony lufy.

Lufa z przodu jest zatoczona na mniejszą średnicę,ponieważ uzyskuje się przez to większa komorę wyciszająca w mikro tłumiku.

Postanowiłem też trochę upiększyć osłonę lufy,wstawić pierścień ze stali nie rdzewnej i zakończyć osłonę korkiem też z nierdzewki.
(na fotce są pierścienie z brązu ale zakładał będę srebrne )

Montaż osłony i pierścienia.
Osłona lufy i dźwignia naciągu są kontrowana dociskami by nic się nie zsunęło,bo czasem w oryginalnych AA tak właśnie się dzieje,nowe modele mają już kontry.



Na samym końcu polerka spustu,wszystkich części trących i oczywiście języka spustowego.

Wszystkie trzpienie-czopy-sworznie w spuście i w reszcie karabinka, warto wymienić na dużo twardsze wykonane ze stali łożyskowej.

Postanowiłem jeszcze dodać Chińczykowi coś co jeszcze lepiej go udoskonali.
Na zmatowanym karabinku zaznaczyłem na cylindrze pole,które widoczne jest w okienku korpusu.

Podzielenie korpusu i na punktowanie miejsc do wiercenia na ślizgi przednie cylindra.

Wiercenie wiertłem widiowym,normalnym wiertłem nie można nawet zadzioru wykonać,tak twardy jest cylinder.

Toczenie ślizgów.

Widok z góry po wbiciu ślizgów do cylindra.

Toczenie ślizgów zamontowanych już w cylindrze na wymiar właściwy by swobodnie cylinder przesuwał się w korpusie,bez szelestnie nie rysując go i idealnie w osi nasuwał się uszczelką na lufę.

Cylinder,gotowy do zamontowania.
Myślę że to już wszystko co można było zrobić z tym sprzętem.
Po zmontowaniu całości do kupy wygląda to tak.


Tekst i zdjęcia: Hogan
Wielkie dzięki za udostępnie nie materiałów.
W ankiecie przeprowadzonej na jednym z popularnych forów wiatrówkowych na temat sposobu przenoszenia śrutu podczas strzelania, najwięcej osób (31%) odpowiedziało, że korzysta z oryginalnego pudełka. Pozostałe odpowiedzi kształtowały się następująco:
- zawieszka na szyję - 27%,
- sakiewki, pokrowce na telefon - 15%,
- na osadzie, lunecie, montażu - 10%,
- w kieszeni - 8 %,
- "zawieszka" na śrut mocnowana do przedramienia - 7%.
Trudno po takiej lekturze i naoglądaniu się własnoręcznych wykonań nie zastanowić się nad czymś dla siebie, zwłaszcza że przy tak rzadkim strzelaniu najczęściej śrut brało się z pudełka. No ale gdyby tak strzelać częściej, które rozwiązanie wydało by się najciekawsze/najwygodniejsze/najpraktyczniejsze? To pytanie do Was.
Na jednym ze stoisk w Karpaczu, w którym miałem okazję być w miniony weekend, wynalazłem taką oto sakiewkę - z którą pierwsze skojarzenie było... dobry pojemnik na śrut :D Myślicie, że zdałby egzamin?

Znalazłem fajną stronę z różnymi trenażerami strzeleckimi:
Dodaj twój komentarz. Twoje zdanie jest dla mnie bardzo ważne.
Dziś po kilkudziesięcio minutowym spacerze z Agą dotarliśmy w końcu na teren drugiej (o pierwszej była mowa tutaj) opuszczonej strzelnicy, która okazałą się być nieopuszczoną. Ukryta w lesie, między drzewami, tak, że gdyby nie usypane wały i ścieżka prowadząca w dół, a na jej końcu leżący pokrowiec i paczka ze śrutem, można by ją minąć, jeśli przechodziłoby się tutaj po prostu spacerując. Jednak my, z oczami szerokootwartymi poszukiwaliśmy jej odkąd weszliśmy do lasu...

Pozostałości po byłej strzelnicy
Wygląd co prawda o wiele mniej ciekawszy niż w pierwszym przypadku, ale dystans do dyspozycji dwa razy większy - można strzelać nawet na 100 m :)

Przyczepianie tarcz
Dziś, dzięki uprzejmości Mariusza miałem możliwość spróbować strzelania na dystansie, na jakim z wiatrówek jeszcze nie miałem okazji postrzelać. 100 m z kbk AK do figury bojowej nr 23p wydawało się być proste, 70 m z wiatrówki już niekoniecznie ;)

Cele umieszczone
Krótka lekcja: obsługa dolnego naciągu w Weihrauchu HW97K, ładowanie, odbezpieczenie, wycelowanie...

Czy 10 strzałów wystarczy by poczuć bakcyla? W dużej mierze zależy to od uzykanego efektu ;) Ludzie często szybko się zniechęcają kiedy z początku im coś nie wychodzi. A bakcyla załapałem chyba jakiś czas temu :) Mam nadzieję, że następnym razem dotrę na strzelnicę z własną wiatrówką i będę mógł porywalizować z goleniowskimi wiatrówkowiczami :) Na koniec jeszcze wyniki z dzisiejszego krótkiego strzelania :)

Wczoraj wpadł mi w ręce adres poradnika dla młodzieży na temat jak się lansować z lustrzanką jak zostać fotografikiem (polecam). Dziś padło na naukę strzelania lans z shotgunem. Film, do którego link jeszcze się pojawi, pokazuje jak NIE należy obchodzić się z bronią jak lansować się z shotgunem, a wszystko to w pełnej profesjonalizmu lekcji pod nazwą: Nauka strzelania.
Na początku dowiemy się więc z jakich elementów zbudowany jest shotgun, poznamy fachowe słownictwo i zobaczymy pełen instruktaż jak oddać strzał z szoguna shotguna. Spostrzeżenia po obejrzeniu filmu na temat broni, inteligencji, itd.:
1. Do przeładowania służy "ta wajcha czarna" (WRÓĆ) ładownica (WRÓĆ) suwnica!
2. Przeładować należy prawą ręką, choć niesforny uczeń kiedy powiesz, "nie, o" właśnie skończy to robić ręką lewą (nie jeden raz),
3. Łuska? Co to jest łuska?
4. Trafić na filmie trzeba za pierwszym razem, choćby widać było, że materiał został ucięty,
5. Zasady bezpieczeństwa przede wszystkim, bo przecież strzelanie z broni to tylko występ artystyczny, choć zdarza się uwaga, że zabezpieczoną broń należy zawsze kierować w kierunku przedpola
6. Podczas rozładowywania broni również celujemy w bezpiecznym kierunku,
7. Obowiązkowo musi paść komenda do strzału, a na strzelanie trzeba wyjechać do Kaliforni,
8. Po strzelaniu łuskę należy przyłożyć do krocza (sic!).
Czepiam się? Nieee... :D
Było o tarczach, sylwetkach, pora na coś znacznie ciekawszego niż drukowane na kartce czarne piksele. Każdy facet posiadający dryg do majterkowania, któregoś razu siądzie i spróbuje zrobić coś samemu. Największe szczęście mają ci, którym nie brak narzędzi, choć w zależności od złożoności konstrukcji może spróbować każdy. Wczoraj sam nawet wykonałem swój pierwszy motywujący cel, który zaprezentuję dziś wieczorem jutro rano...
Najpopularniejszymi celami typu "padnij, powstań" są figurki treningowe do FT. Jednak chęć posiadania wszystkich zaprezentowanych 8 sztuk to koszt 720 zł, a więc więcej niż BMK-30 TG kal. 5,5 mm. Owszem jeśli jest możliwość, figurki można wykonać samemu. Co więcej, na kilku stronach można poszukać "majsterkowiczowskich inspiracji" (i tutaj też). Niewątpliwą zaletą takich celów jest brak konieczności wymieniania tarcz, przemieszczania się po przedpolu dla poznania wyników. Wystarczy sznureczek (reset przez strzelenie w specjalne pole, np. jak tutaj) aby zacząć zabawę od początku.
Do treningów możemy wykorzystać jeszcze wszelkiej maści spinnery, cele reaktywne, cele do Silhouette. Znależć oferty (poza figurkami do FT) nie jest łatwo: można spróbować wpisać w google hasło "cele do wiatrówek", ale poza pierwszym wynikiem trudno znaleźć coś z poważniejszą ofertą. Brakuje za to choć jednego urządzenia, który umożliwiłby oddawanie strzałów do celó ruchomych (może słabo szukałem), w zamian ci, którzy posiadają nadmiar gotówki (jakieś 6-7 tys. zł) mogą zaopatrzyć się w... strzelnicę xD Tylko szkoda, że jakaś ona na tym zdjęciu płócienna, a płótno jak można się domyśleć słabo wypada jako kulochwyt. A może to tylko złudzenie optyczne i kasę wydać warto? ;-)
Temat "chinek" podjął ostatnio dwukrotnie Krzysiek. Ogólnie rzecz biorąc, tak jak pisał, opinia o "chinkach" w internecie jest taka, że "90% produkcji nie nadaje się do bezpiecznego i celnego strzelania". A "chinki" kończą się (poza nielicznymi przypadkami) w granicy do 1000 zł. Okazuje się jednak, że wiatrówkę, ba strzelbę można wykonać samemu: i to bez obaw uszkodzenia palców podczas ładowania śrutu, za znacznie niższą cenę niż 68 misek ryżu... Wystarczy trochę chęci, niewiele materiału i "chinkę", a właściwie "polkę" (bo to polska konstrukcja) można zbudować absolutnie samemu według instrukcji z internetu. Nie zachęcam bynajmniej do samodzielnego tworzenia czegoś, co może być niebezpieczne/groźne, ale zapewniam, TA strzelba JEST bezpieczna. Jedną z części materiału (instrukcji) można znaleźć tutaj. Energia wylotowa co prawda niewielka, ale przynajmniej nikt nie będzie miał wątpliwości, że owa strzelba bronią nie jest ;) Ktoś chętny do skonstruowania? ;)
Może i niektóre cele są śmieszne, inne zamieniają strzelanie do zwierząt na sport bardziej humanitarny, a pozostałe stanowią dobry materiał na trening strzelecki. Może są i rewelacyjne pomysły na kulochwyt domowej roboty czy target strzelecki. Jednak niektóre pomysły na cele wydają się mijać z celem, być zupełnie niefunkcjonalne i nie można weń trafić nawet z dystansu mniejszego niż 10 m, strzelając nawet z najbardziej drogiego, wyrafinowanego i celnego sprzętu. Bo jak nazwać cel przypominający tarczę strzelecką, domowej roboty, w której najważniejsza część (dziesiątka, kill zone) "fabrycznie" nie istnieje, bo nie ma prawa istnieć. Abstrachując od dalszych rozważań nad sensownością tej domowej niskobudżetowej produkcji oraz zobaczyć o czym mowa. Prawda, że pomysł i wykonanie beznadziejne?
Napisałem trochę złego o "chinkach" więc dla poprawy ich image'u tarcza - co potrafi BMK30 wyjęta prosto z pudła ( oczywiście przesmarowana ) bez żadnej regulacji - odległość 25m, celownik Leapers 4x32, strzelnica odkryta, lekkie podmuchy wiatru - stąd pewnie dwie grupy strzałów - 10 strzałów Exactem - 4,51 - pozycja siedząca z podpórką - prędkość wylotowa - 206-207m/s na lekkim śrucie "sport" mierzone dzień wcześniej.

Chyba nie najgorzej jak na "chinkę" bez poprawek ;)
K.
Pora na HFT, której głównym zamysłem jest wprowadzenie zasad bardziej zbliżonych do tych, które spotyka się podczas polowań. Kilka zasad, które określają HFT i sprawiają, że nie jest już tylko FT:
1. Dowolna pozycja strzelecką, z wyjątkiem pozycji "siedzącej" (dowolna FT), może korzystać z udogodnień terenowych (musi mieć kontakt z palikiem HTF lub elementem stanowiącym podparcie),
2. Zakaz używania urządzeń do określenia odległości,
3. Cele:
- strefy trafienia 15-19 mm odległość 12-23m (max 5 celów),
- strefy trafienia 20-24 mm odległość 7,5-27,5m (max 8 celów),
- strefy trafienia 25-34 mm odległość 7,5-32 m,
- strefy trafienia 35-45 mm odległość 7,5-41 m (strefa trafienia widoczna w min. 50%).
4. Postawy strzeleckie: leżąca, stojąca z podparciem, stojąca bez podpórek, klęcząca z podparciem, klęcząca bez podpórek.
Dla pozycji stojącej i kleczącej stosuje nie przysłonięte cele o strefie trafień 35-45 mm.
4. Punkty: za przewrócenie celu 2 pkt, trafienie w sylwetkę bez przewrócenia - 1 pkt, pudło - 0 pkt, po jednym strzale co celu,
5. Brak ograniczeń czasowych.
Dla zainteresowanych (takich jak ja) pokaz prawidłowych pozycji HFT.
Widziałem na necie dużo fotek bmk-30, ale nigdzie nie znalzłem sesji rozbieranej spustu - może komuś się przyda...



Zwróćcie uwagę na super dokładnie obrobione krawędzie i powierzchnie trące - to pewnie było narzędziem typu pilnik zdzierak ;)
K.
Co powstrzymuje mnie przed pójściem na profesjonalną strzelnicę (w nieco nieprofesjonalnym budynku, ale nie szata cegłówki zdobią człowieka strzelnicę), którą w chwili pisania mam za plecami?
- Nie chcę jak pisze Alicja Ziaja by "całe moje życie uzależnione i związane było ze strzelectwem sportowym", nie chcę też spędzać 260 dni w ciągu roku na zgrupowaniach i zawodach".
- Treningi są w określone dni tygodnia, w określonych godzinach, a jestem człowiekiem niezależnym, który w każdej chwili chce mieć możliwość decydowania czy dziś chce mu się strzelać czy nie.
- jeśli mu się chce - czy strzelnica będzie otwarta (raczej nie)
- jeśli mu się nie chce - i tak musi pójść na trening
- Średnia wieku - to raczej zabawa dla dzieci, których rodzice chcą, by spróbowało czegoś nowego, by odnosiło sukcesy, bo sami kiedys chceli postrzelać i teraz każą dziecku spełniać swoje marzenia ;)
- gdzie bym tam przyjęli kogoś dwa razy starszego, kto nie trafia za każdym razem w środek tarczy
- Żeby regularnie trenować, trzeba mieć czas (moze i by się znalazł), chodzić na treningi, strzelać tylko wybrane konkurencje (bez udziwniania o własne pomysły), być zależnym od trenera kogoś, kto najpierw (i znów odwołam się go bloga kadrowiczki: "skupi 10 strzałó na tarczy na tyle dobrze, że organizator zawodów (...) zaproponuje systematyczne treningi".
- Moja wizja odbiega nieco od siedzenia kilka godzin dziennie w dusznym garażu na strzelnicy, gdzie absolutnie nie nauczę się nic o taktyce (choć czy strzelectwo sportowe ma cokolwiek z nią wspólnego?), czy nie pobiegam z pistoletem po lesie strzelając do Francuza w kapelusiku... ISSF chyba by mnie zlinczowała za coś takiego xD

Ktoś tak zielony chcący postrzelać do czegoś więcej niż do wspomnianych wcześniej puszek po piwie siądzie i zacznie szukać w necie co właściwie za konkurencje można by uprawiać. Najprostszym i najszybszym źródłem była wikipedia*:
- Karabin pneumatyczny(Kpn); zawodnicy oddają strzały w pozycji stojącej do tarcz ustawionych w odległości 10 m. Zależnie kategorii (kobiety lub mężczyźni, juniorzy lub seniorzy) są to najczęściej cztery lub sześć serii po dziesięć strzałów. Czas konkurencji jest tak ustalony aby na jedną serię zawodnik miał ok. 15 min plus 15 min. na serię próbną.
- Karabin sportowy/dowolny leżąc (Ksp/Kdw); zawodnicy oddają strzały do tarcz umieszczonych w odległości 50 m. Oddawanych jest zazwyczaj 60 strzałów plus seria próbna w czasie 1 godz. 15 min. Używana broń to karabiny na ostrą amunicje określane często mianem KBKS o kalibrze 5,6 mm ( .22 ) long rifle. Strzały oddawane są w pozycji leżącej, a w stabilizacji postawy pomaga specjalny pas przytwierdzony z jednej strony do broni a z drugiej zamocowany między łokciem a barkiem na stroju strzelca. Nie używa się mechanicznych stabilizatorów, zawodnik opiera broń jedynie na swoich rękach.
- Ruchoma tarcza (RT), zwana też potocznie "dzikiem" ze względu na sylwetkę dzika umieszczaną na tarczy przy strzelaniu na 50 m. Zawodnicy oddają strzały w pozycji stojącej z karabinu pneumatycznego (10 m) lub sportowego (50 m) do przesuwającej się tarczy. Konkurencja dzieli się na część szybką i wolną. W części szybkiej tarcza pojawia się na 2,5 s a w części wolnej na 5 s. Istnieje też wersja mieszana i standardowa. W wersji standardowej najpierw odstrzeliwana jest część wolna, a następnie szybka. W wersji mieszanej przejścia szybkie i wolne są losowe przez co zawodnik nie wie czy w danym momencie będzie strzelał do tarczy poruszającej się szybko czy wolno. Dyscyplina aktualnie wycofana z Igrzysk Olimpijskich.
- Karabin standardowy leżąc (Kst); strzały oddawane są na odległość 300 m z broni większego kalibru (do 8 mm) niż w innych strzelaniach. W konkurencji oddawanych jest 60 strzałów (po 10 do tarczy) w czasie 1 godziny 15 minut.
- Trzy postawy(3x...); zawodnicy strzelają w trzech różnych pozycjach. Najpierw w pozycji leżącej, następnie w pozycji stojącej, a na końcu w klęczącej. Do strzelania używa się karabinu sportowego/dowolnego (na 50 m) lub karabinu standardowego (na 300 m). Ilość serii w każdej postawie waha się w od 1 do 4. Przed każdą postawą zawodnicy mają osobne tarcze na strzały próbne. Czas trwania konkurencji zależny jest od ilości serii w każdej postawie.
Ok. Konkurencje znalezione, ale jakieś takie mało dynamiczne (no może poza trzema postawami), długie (1h 15 min?), a ja w ogóle jestem malkontentem :D Pewnie istnieją jeszcze jakieś kombinacje, ale nimi spróbuję zająć się później. Skoro są już konkurencje strzeleckie z broni długiej (która jakoś na początku bardziej mnie pociągała), to przydało by się dowiedzieć czegoś na temat pistoletów :)
*Strzelectwo [online]. Wikipedia : wolna encyklopedia, 2009-06-9 18:12Z [dostęp: 2009-08-27 08:28Z]. Dostępny w Internecie: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Strzelectwo&oldid=17357617
Przygoda z ASG trwała kilka minut i ograniczyła się do trzymania repliki broni, którą jako jedyną miałem okazję przez 6 tygodni rozkładać, składać i czyścić kilka razy dziennie. Nie bez powodu wziąłem do ręki replikę kbk AK (wszak jako jedyny miał muszkę i szczerbinkę - pozostałe celowniki pozostawały zagadką) by sprawdzić swoją celność tym razem w strzelaniu plastikowymi kulkami :)
Jak na pierwszy raz nie poszło najgorzej, choć tor lotu nie był do końca oczekiwanym. Na szczęście lot żółtej kulki można było zaobserwować i odpowiednio skorygować by trafić w czarną część tarczy..

Niedawno miałem okazje trzymać to cudo w swoich dłoniach. Chce to mieć :) Naprawde rewelacja
Moje marzenie:
Wiatrówka - Karabinek PCP Daystate MK4-ST kal. 4,5mm
Witam,
w piątek 14.08.2009 opuściłem święte miasto aby nie uczestniczyć w korkach związanych z najważniejszym świętem na ziemi i w kosmosie również.
Przy okazji okazało sie, że rozłożyliśmy namiot w miejscu zawodów (Bujaków- koło Mikołowa). Spotkaliśmy wielu znajomych- było wiele radości.
Zawody zaplanowane na sobotę 15.08.2009 rozpoczęły sie około 11.00.
Opis imprezy tutaj: http://wiatrowki.pl/articles/entry/HFT-FT-BUJAK-W-15-08-2009
Witam
Pozwolę sobie przedstawić krok po kroku jak wykonałem osadę do Diany 54 AirKing według
wzoru/pomysłu podanego przez właściciela - Henia Prz. Cały tekst pochodzi z forum DSSR.org i
jest mojego autorstwa.
Inne moje prace przedstawię osobno i mniej szczegółowo, ale już teraz zachęcam do ich
obejrzenia.
Na początek zastrzegam, aby nie traktować tego tematu jako jedynego prawidłowego wzoru, gdyż
robię to tylko "amatorsko" i nie koniecznie w każdym przypadku mam rację Liczę też na
konstruktywną krytykę i uwagi które mogą pomóc innym, którzy zechcą pobawić się w drewnie.
Wszystkie zawarte tutaj informacje są oparte ma moim własnym doświadczeniu i tak należy je
traktować.
Chciałbym temat potraktować jak najbardziej szczegółowo, aby mógł być namiastką poradnika dla
każdego kto zechce zrobić sobie osadę własnoręcznie.
Na początek istotne pytanie - po co wogóle robić osadę custom skoro sklepowe są na ogół takie
ładne. Moim zdaniem są trzy podstawowe powody - ergonomia, estetyka i brak osady leworęcznej w
danym (wymarzonym) modelu karabinka. Pomijam oczywiście samą chęć posiadania osady zrobionej
własnoręcznie i innej niż wszystkie.
Ergonomia - jak wiadomo osady sklepowe są robione "pod każdego" strzelca, a więc do nikogo
(prawie) nie pasują jak należy. Każdy z nas ma swoją budowę ciała, długość rąk, dłoni, palców
itd. Osada sklepowa jest zrobiona tak, aby prawie każdy mógł ją w miarę wygodnie trzymać, ale
jeśli zależy nam na prawdziwej wygodzie, pewności i powtarzalności chwytu nie możemy przyjąć
takiej sytuacji bo "prawie" jak wiadomo robi dużą różnicę. Dlatego właśnie osady custom są
idealnie dopasowane do strzelca i "same układają się" w rękach do strzału.
Estetyka - standartowe osady wykonane są z buku, a w najlepszym przypadku z orzecha. O ile ten
ostatni jest już estetyczny ( choć o gustach się nie dyskutuje ) to buk jest drewnem raczej
mało efektownym i osoby decydujące się na osadę custom wybierają najczęściej osady z drewna
egzotycznego ( lub selekcjonowanego orzecha ) które jest znacznie ładniejsze - bardziej
wyraziste. Dla zainteresowanych wyglądem różnych gatunków drewna na osady polecam zapoznanie
się z próbkami zamieszczonymi na stronie naszego kolegi Tomka - przykładowe próbki drewna.
Leworęczni - jak wiadomo spora grupa strzelców jest leworęczna lub ma dominujące lewe oko, co
sprawia że potrzebują osady zrobionej odwrotnie. Oczywiście są takie osady sklepowe, ale na
ogół dużo droższe ( nie wiadomo czemu ) i nie są stosowane we wszystkich karabinkach. Są też
osady tzw. ambi - symetryczne, czyli nadające się do strzelania dla prawo i leworęcznych
strzelców, ale skoro już mówimy o ergonomii i dopasowaniu do strzelca jedynym rozsądnym
wyjściem jest osada custom.
Wybór drewna - tu przede wszystkim kierujemy się własnym gustem, każdemu może się podobać inny
gatunek drewna. Druga istotna sprawa to wytrzymałość drewna, czyli jego przydatność do
wykorzystania na osadę - choć tu też jest pewna loteria - nie raz zdarzało mi się widzieć
osady z drewna typowo przeznaczanego do tego celu które pękały lub całkiem się łamały.
Przyczyną często były wady w samym drewnie lub nieodpowiedni kierunek wykonania osady względem
ułożenia słojów. Następna sprawa to wpływ pewnych gatunków drewna na metal i na skórę ludzką.
Tu dla przykładu spotkałem się ze stwierdzeniami że na osady nie poleca się dębu i jesionu
czego moje doświadczenie nie potwierdziło. Egzotyczne gatunki charakteryzują się z kolei dużą
ilością porów i kanalików które podczas obróbki mogą sprawiać sporo kłopotu początkującym
"producentom" osady. Natomiast "najprostsze" drewno czyli buk jest zarazem najłatwiejsze w
obróbce i najtrudniejsze do zepsucia - dlatego można je polecić każdemu kto się boi że zepsuje
swoją pierwszą pracę. Poza tym jest najtańsze więc i straty materialne w razie czego nie będą
wielkie
Do najpopularniejszych gatunków zaliczyłbym (poza bukiem ) orzech, padouk, acajou, sapeli.
Bardzo dobrze obrabia się jesion ( mniej popularny ) i czereśnia.
Projekt - na wybór projektu ma wpływ wiele czynników, począwszy od gustu ( kształt ) przez
możliwość dopasowania do systemu karabinka, dopasowanie do "gabarytów" strzelca, po
przeznaczenie ( strzelanie rekreacyjne, FT, HFT, Silhouette, tarczowe w pozycji stojącej itd )
Większość osad powstaje na podstawie wzorów już istniejących, które są odpowiednio
modyfikowane zależnie do potrzeb. Nie bagatelnym argumentem przy wyborze projektu jest waga
zestawu - pomijając samą wagę różnych gatunków drewna - różne projekty mogą ważyć od 2 do
nawet 5-6 kg co nie jest bez znaczenia jeśli chce się mieć np. karabinek do strzelania
tarczowego/silhouette ( w postawie stojącej ) - duży ciężar nie jest tu dla każdego mile
widziany.
Po wybraniu projektu i gatunku drewna szukamy interesującego nas kawałka - np. w internecie
lub pobliskiej stolarni/tartaku. Kawałek drewna musi być odpowiednio większy od projektu -
zalecana grubość to ok 50mm. Dobrze jest aby dostać drewno już równo przycięte i zheblowane -
oszczędzi to sporo pracy na wstępie oraz ułatwi przeniesienie projektu na dechę. Minimum jakie
zalecam to jedna krawędź (grubość) równo ucięta i splanowana oraz ustawiona pod kątem prostym
do powierzchni bocznych. Będzie to podstawa do dalszej pracy - jeśli tego minimum nie
dostaniemy od sprzedawcy czeka nas na początek praca piłą tarczową i heblarką ( lub
grubościówką jeśli ktoś posiada )
Do dalszych "rozważań" przyjmę że mamy już dechę przyciętą i z wyrównanymi bokami o rozmiarach
ok 80cm x 30cm x 5 cm
Narzędzia - żeby nie pisać rozprawki o tym jakich używać narzędzi będę pisał o nich na bieżąco
w miarę jak będą używane.
Na początek narzędzie bez którego można się obejść - komputer i drukarka
Tak się składa że ja opracowałem sobie taki system, że jak już mam projekt to rysuję go sobie
w programie graficznym biorąc pod uwagę wymiary pod przyszłego właściciela, a następnie
drukuję kształt w skali 1:1 dzięki czemu nie mam problemu z przeniesieniem go na dechę, a przy
okazji mogę takim wyciętym szablonem pomanewrować po desce wybierając miejsce z najlepszym
układem słoi.
Dla tych co wolą ręcznie pozostaje ołówek i rysowanie.
Teraz ważna sprawa - rysować należy od tyłu - tzn. wykorzystać jedną stronę deski jako
podstawę kolby ( miejsce na stopkę ) z niewielkim zapasem na wyrównanie, a z przodu zostawić
miejsce - czyli "zrobić osadę dłuższą" z przodu. Jest to potrzebne do następnego kroku czyli
frezowania rowka pod system. Jeśli korzystamy z frezarki górnowrzecionowej, a tak jest w 99%
to musi ona mieć trochę miejsca na swoją podstawę poza osadą tak około 5 cm zależnie od
modelu/wielkości frezarki. Jeśli nie zostawimy tego wolnego miejsca frezarka nie będzie się
miała na czym opierać podczas pracy i grozi to w najlepszym razie krzywym otworem, a w
najgorszym "pourywaniem rąk"
Zaczynamy prace od frezowania tego rowka dlatego że mamy możliwość pewnego i prostego
zamocowania dechy np. w stoliku montażowym. Gdybyśmy zaczęli od wycinania kształtów i
profilowania boków frezowanie byłoby też możliwe, ale dużo trudniejsze i bardziej ryzykowne (
możliwość uszkodzenia materiału )
Jeżeli nasz projekt zawiera jakieś płaszczyzny frezowane również na bokach ( jak w omawianym
przykładzie ) to również wskazane jest wykonanie ich właśnie teraz.
A tak wygląda decha po frezowaniu pod system i chwyt.

Otwór na kciuk i spust można zrobić wiertarką, ale mając frezarkę w rękach - po co?
I przymiarka systemu - w razie potrzeby będzie można zrobić poprawki.


Wypada tu napisać dwa słowa o narzędziach, a konkretnie frezach. Często w zestawie z frezarką
dostajemy kilka frezów, ale na ogół są mało przydatne - ja z mojego 12 częściowego zestawu
wykorzystuje tylko trzy małe frezy palcowe. Są to proste frezy o różnych średnicach pomocne
przy wykonywaniu płytkich frezów. Do zrobienia głębokiego rowka pod system potrzebny jest
długo frez - min 5 cm powierzchni tnącej i około 10 mm średnicy. Tu uwaga dla planujących
osadę do PCP - konieczne jest użycie frezu półokrągłego o średnicy ok 32mm - niestety do tej
pory nie udało mi się takiego znaleźć w handlu i używam zastępczo 1 calowego wykonując dwa
równoległe rowki.
W przypadku osad do sprężyn wszystko można zrobić frezami prostymi.
Przy profilowaniu kształtu pod dłoń trzeba skorzystać z najstarszego narzędzia stolarskiego
czyli dłuta. Dla tych co nigdy nie próbowali - to nie takie straszne, ale trzeba pamiętać że
drewno obrabia się zawsze zgodnie z układem włókien, nie można od razu "brać" za głęboko i
przede wszystkim trzeba być cierpliwym. Jeden nieostrożny ruch i odpada nam kawał "mięcha" a
potem mamy z tym nie lada problem jak to wyprowadzić "na ludzi"
Tak więc malutkimi kroczkami aż do uzyskania zamierzonego kształtu z pozostawieniem
minimalnego zapasu na zeszlifowanie.

Dwa słowa o samych dłutach. Wystarczą w zupełności dwa - półokrągłe i płaskie. I wcale nie
muszą być to dłuta z najwyższej półki, ja mam jakieś stare które dostałem od wujka rzeźbiarza,
ale nie są to na pewno Stanley'e ani nic z tych rzeczy, ot zwykłe dłuta (chyba) z
hipermarketu. Do pracy dłutem przydaje się często młotek drewniany, ale same ręce (
ewentualnie czasem pięść ) wystarczą.
Wrócę jeszcze na chwilę do frezowania otworu ( rowka ) pod system. Prawie zawsze robimy osadę
mając pod ręką orginał - trzeba bardzo dokładnie "zdjąć" wszystkie możliwe wymiary i
odwzorować ( wyfrezować ) zaczynając najlepiej od otworów najgłębszych znajdujących się
wewnątrz, a następnie posuwać się na zewnątrz obrysu. W przypadku D54 różnorakość "zawijasów"
jest przeogromna, ale jest to też przykład na to że czasem trzeba pomyśleć i ocenić co do
czego służy. W D54 część frezowań jest po prostu zbędna - może tak im łatwiej zaprogramować
było maszynę, ale skoro robimy to ręcznie to lepiej ocenić czy na pewno wszystkie rowki muszą
być wykonane. I najważniejsze - trzy razy zmierzyć - raz wyfrezować i znów trzy razy zmierzyć.
Na tym etapie bardzo łatwo zepsuć materiał i to niestety nieodwrcalnie. Tak więc ostrożnie
przy mierzeniu i jeszcze ostrożniej przy samym frezowaniu - ta maszynka tnie drewno jak masło.
Najlepiej frezować również małymi kroczkami - np. po 3-4 mm na głębokość, a nie od razu 3-4 cm
( bo też się da ).
A jak już mamy pofrezowane to czas na wycinanki.
Do wycinania kształtu potrzebna jest piła ( pilarka ). W zależności od tego jaką piłę mamy (
lub możemy pożyczyć ) wycinać będziemy albo bardzo zgrubnie, albo dokładnie.
Do najbardziej zgrubnego wycinania można użyć ręcznej piły tarczowej - tu uwaga - tylko te z
dużymi tarczami mają wystarczającą "grubość cięcia" - głębokość do 55 mm - mniejsze nie
przetną całej grubości, więc są mało przydatne. Niestety piła tarczowa jest przeznaczona do
cięcia prostego więc użycie jej jest mało efektywne w przypadku osady i można nią odciąć
główny zarys od reszty dechy - wycinając mniej więcej trójkąt, a następnie drugim cięciem
można wyciąć przód chwytu i dół czółenka. Osobiście nie polecam jednak tego bo jest to
podwójna robota - i tak trzeba będzie ponownie ciąć prawie tyle samo długości żeby uzyskać w
miarę oczekiwany kształt.
Najpopularniejszym rozwiązaniem jest użycie wyżynarki. Ma ona tą zaletę że jest tania, można
nią ciąć w różnych kierunkach, a więc zgodnie z zaplanowym kształtem i przy długich
brzeszczotach wystarcza na grubą dechę. Wadą natomiast jest to że idzie to strasznie wolno -
większość wyżynarek to urządzenia o niskiej mocy i przeznaczone są raczej do cieńszych
materiałów.
Można oczywiście użyć zwykłej piły ręcznej, ale trzeba się tu wykazać cierpliwością ( czyt.
wytrzymałością ) bo cięcie dechy 5-6 cm na długości około 1 m do łatwych i przyjemnych nie
należy - no chyba że ktoś lubi się zmęczyć przy pracy Inna sprawa że piłą ręczną nie uzyskamy
od razu oczekiwanego kształtu i trzeba będzie ciąć wielokrotnie po kawałku w różnych
kierunkach odcinając zbędne fragmenty. Ale ogólnie mogę stwierdzić że się da.
Najlepszym rozwiązaniem jest dobra piła taśmowa ( stołowa ) z naciskiem na słowo dobra. Jest
to związane z tym że w kiepskiej jakości piłach taśma nie jest prowadzona prawidłowo i wygina
się na boki, a ponieważ tnie najszybciej z wszystkich tego typu urządzeń bardzo szybko może
się okazać że właśnie "wcięliśmy się" w kształ osady zamiast ciąć po linii. Oczywiście nie
sądzę aby ktoś w celu zrobienia jednej osady kupował piłę taśmową, ale ze względu na to że
jest to najwygodniejsze narzędzie do wycięcia kształtu osady nie wypada o niej nie napisać.
Można też popytać w stolarniach czy nie wykonaliby takiej usługi - czyli wycięli kształ na
profesjonalnej pile taśmowej, ale zalecam tu kontrolę nad pracą i pozostawienie marginesu
błędu na rysunku.
Skoro już przy "zapasie" jestem - zalecam pozostawienie zapasu w przedniej części chwytu -
czasem po wycięciu może się okazać że źle obliczyliśmy odległość chwytu do spustu i jeśli
wytniemy według linii odwrotu już nie będzie. Lepiej zostawić 1 cm zapasu. przymierzyć do ręki
i ścinać dalej niż martwić się że już nic się nie da zrobić i nie sięgamy palcem spustu.
Robienie doklejek na tym etapie jest bez sensu, więc lepiej zostawić za dużo niż za mało.
Można też to samo zrobić na długości chwytu, ale tu na ogół nie ma problemu z dobrym pomiarem
i rzadko się zdarzy żeby chwyt był za krótki.
W celu uzyskania końcowego kształtu ( obrysu ) zastosujemy kombinację powyższych narzędzi oraz
pilnik ( tarnik, zdzierak ) do drewna.
Tak wygląda wycięty kształt w stanie surowym - czyli po pile i pilnikach.



Jak widać w tym konkretnym projekcie mamy do czynienia z chwytem profilowanym pod palce.
Użyłem tu w pierwszej fazie półokrągłego dłuta.
Następnym krokiem jest nadawanie kształtów - profilu. Do tego celu można użyć dłuta - będzie
to mozolna praca i raczej dla dobrze obeznanych z narzędziem, pilników zdzieraków lub
szlifierki kątowej z tarczą do przyczepiania papieru ściernego - takie kółko z rzepem.
Ta ostatnia opcja ma tyle samo plusów co minusów, a ponieważ lubię z niej korzystać to je
przedstawię. Niewątpliwym plusem jest to że można bardzo szybko i bez wysiłku nadać taki
kształt jaki sobie wymyśliliśmy. Dzięki dużej powierzchni szlifującej obrabiany materiał jest
równo zbierany, co nie zawsze się uda pilnikami o dłutach nie mówiąc. Powierzchnia po obróbce
papierem na kątówce jest już bardzo gładka. Minusy - można bardzo szybko i bez wysiłku
"przedobrzyć" - kilka milimetrów w kilka sekund. Przy złym ustawieniu kąta tarczy do materiału
wyszlifujemy głebokie bruzdy, a może nawet dojść do palenia materiału samym rantem tarczy. Nie
da się podejść w każde miejsce, a próby - a może się uda - na ogół kończą się tym że
zeszlifujemy "przy okazji" nie to co trzeba. Ogromne ilości pyłu ze szlifowania, który wejdzie
w każdą dziurę i jest nie do posprzątania przez następne dwa lata Zalecam używanie okularów i
maski p. pyłowej !
Jeżeli decydujemy się na użycie kątówki to najlepiej najpierw poćwiczyć na zbędnym kawałku
drewna i wyczuć jak się pracuje takim urządzeniem.
Tak wygląda kolba ( mam tu na myśli fragment osady od chwytu do stopki ) po potraktowaniu jej
kątówką.




W przypadku tej osady baka policzkowa będzie uniesiona, więc musiałem ją odciąć po wstępnym
nadaniu kształtu kolby. Użyłem tu brzeszczotu do metalu, aby szczelina była jak najmniejsza -
chodzi o to aby stracić jak najmniej z układu słoi które powinny się "schodzić" jak należy.
Jeśli baka będzie w projekcie w całości z kolbą, trzeba ją wyprofilować jak np. w osadzie do
mojego Harriera.


Mając wyprofilowaną kolbę czas zająć się przednią częścią osady.
Trzeba od razu wiedzieć jaką maksymalną grubość ma mieć nasza osada w tym miejscu i do takiej
grubości plus zapas ok 1mm zeszlifować oba boki na równo. Dopiero po tym zabiegu nadamy żądany
kształt - zaokrąglenie od dołu, od góry, kształt beczkowaty czy ścięty. Łatwiej uzyskać prostą
powierzchnię - nawet o najbardziej wymyślnych profilach poprzecznych - bazując na całkowicie
równiej powierzchni.
Czyli szlifujemy na płasko, a potem dopiero profilujemy.
Płaskie boki




I zaokrąglenie brzegów - tu z przymiarką systemu.

W ten oto sposób mamy nadany "stan surowy zamknięty" naszej osady.
Czas na ciąg dalszy - teraz o szczególikach.
Co mam na myśli? Nadawanie kształtu fragmentom trudno dostępnym, na ogół małym o "złym" kącie
podejścia itp.
Każda osada ma takie miejsca - mniej lub więcej np. okolice spustu, chwytu, otworu na kciuk. W
zależności od wybranego projektu możemy mieć również dodatkowe rowki i wywijasy które właśnie
teraz - czyli po nadaniu kształtu osadzie, a przed szlifowaniem jej "na gładko" - trzeba
dopracować. W wielu przypadkach trzeba będzie pomagać sobie różnymi "dziwnymi" narzędziami np.
papierem nawiniętym na ołówek, czy poskładanym w kostkę o wielkości 5mm
W omawianej osadzie miejsce na prawą dłoń ( nie palce ) - to wgłębienie wykonane dłutem. Nie
było ono przez to zbyt równe - mówiąc delikatnie - i głaskanie go papierem w palcach zajęłoby
masę czasu więc "wymyśliłem" sobie narzędzie - skrzyżowanie dremla ( jako napęd ) i tarczy
ściernej w kształcie koła ( fragment z kątówki ). Dzięki temu że sam papier jest elastyczny
nie powodował wyszlifowania bruzd, a dzięki dużym obrotom szybko wyrównałem pozostałości po
dłutach.
Tak wygląda chwyt i narzędzie o którym piszę.


Proste i bardzo efektywne - polecam.
Jak widać cała "okolica" chwytu ozdobiona jest różnymi rowkami i zawinięciami. Tu najlepiej
sprawdza się papier w palcach - nie ma ryzyka zebrania za dużej ilości materiału i można
dowolnie formować kształt. Niestety jest to zarazem najbardziej czaso - i pracochłonne i
wymaga dużo cierpliwości. Jednak efekty mogą być ciekawe.



Oczywiście widoczne powyżej przykłady trzeba zaplanować w projekcie i częściowo wyfrezować
wcześniej, a teraz tylko dopracować papierem.
Do wyrównania widocznego podłużnego rowka na boku osady zastosowałem nietypowe narzędzie -
papier ścierny nawinięty na... klucz do świec. Akurat rozmiar idealnie pasował. Jest to
przykład że wszystko może się przydać gdy pracujemy w takich miejscach gdzie zwykły prosty
papier na uchwycie czy szlifierce rotacyjnej nie wchodzi w grę :)
Dwa słowa o innych szczególikach i powodzie ich istnienia.
Co odróżnia naszą jedyną i niepowtarzalną osadę od innych? Właśnie szczegóły, małe fragmenty
które wcześniej zaplanujemy - takie których nie będzie u innych, które nadają jej
indywidualnego smaku i charakteru, a zarazem powodują że osada jest bardziej zwarta,
jednolita, tworzy jakąś jedną przemyślaną całość.
Trzeba dobrze przemyśleć takie szczegóły, a jeśli robimy to dla kogoś dokładnie to ustalić -
bo wiadomo jak to jest z gustami. Ważne jest żeby te szczegóły "nie gryzły" się ze sobą i
całym projektem - prosty przykład - przód "kanciaty" tył bardzo zaokrąglony, a w środku nic
łączącego. Nie znaczy to że wogóle nie można łączyć przeciwności. W końcu nie należy robić
osady z samych kantów, bo będzie wyglądała "topornie jak od hebla" - między powierzchniami
prostymi stosuje się zaokrąglenia - nie chodzi mi tu o te zaokrąglenia które np. ułatwiają
chwyt - tylko o takie które "tylko wyglądają", są łagodnymi przejściami wizualnymi między
powierzchniami i tworzą spójną całość.
Przykładem może być przejście środkowej części osady w bakę która z jednej strony jest
profilowana pod policzek, a z drugiej prosta - ale komponująca się z całą kolbą.


Cały efekt pracy nad szczególikami będzie widoczny dopiero na koniec i "na żywo" gdy będzie
można zobaczyć to w prawdziwym trójwymiarze, ale bez nich większość osad będzie tylko kolejną
"dechą" z ładnymi ( bądź nie ) słojami. Dlatego zalecam aby coś takiego w projekcie było.
Pomijam tu temat robienia różnych ryflowań we wzorki, jelenie, dziki itp. - wszystko według
gustu i upodobań.
W ciągu ostatniego tygodnia prace posunęły się do przodu i osada jest prawie gotowa do
olejowania - piszę prawie bo zawsze coś się jeszcze znajdzie do roboty - np. dwa ostatnie dni
to był palmrest. Ale po kolei.
Jak już wspominałem wcześniej fotki z tego etapu pracy nie pokazują za wiele - bo jak zobaczyć
gładkość drewna na zdjęciu ( "pomacać" ekran monitora - taki jest efekt końcowy ),
przedstawię tylko kilka fotek z pracy i kilka dotyczące sprzętu.
Pisałem wcześniej o uchwycie do papieru - jakby ktoś nie wiedział o co chodzi to tak to
wygląda:

Obok widać drobne paski papieru których używam do miejsc trudno dostępnych.
A tak wygląda "przegląd" papierów i sprzętów używanych przy wyrównywaniu powierzchni osady -
taki mały bałaganik.

I na koniec fotek sprzętu szlifierka kątowa z tarczą na rzepa do papieru ściernego - wyjątkowo
w tej osadzie bardzo mało używana. Obok mini szlifierka tzw. dremel i piła tarczowa ( Heniowa
) której akurat nie użyłem

A teraz trochę teorii ( z zakresu szlifowania )
Jak wiadomo papieru ściernego używany od "najgrubszego" czyli z najmniejszym mumerem do
najdrobniejszego czyli z numerem wysokim. Ja użyłem gradacji ( "grubości" ) od 60 ( taśma na
maszynie ) do 1000. Można użyć większych numerów, ale ja nie widzę w tym większego sensu bo po
1000 różnicy już nie widać. Niektórzy stosują jeszcze na koniec tzw. waty stalowej 000, ale ja
to zrobiłem tylko raz i więcej nie zrobię bo efekt jest mizerny, a szkody mogą być spore i
nieodwracalne - wata się kruszy i kawałki metalu wbijają się w osadę, a następnie z czasem
rdzewieją co widać później na osadzie w postaci brązowawych włosków.
Tak więc po kolei zastosowałem papiery o gradacji - 60 (maszyna) 80, 120, 180, 240, 320, 500,
1000. Można jeszcze zastosować coś między 500 i 1000 ale nie jest to konieczne.
Każdym papierem szlifujemy powoli i dokładnie do uzyskania równej, gładkiej powierzchni i
przecieramy suchą szmatką. Po takiej operacji powierzchnia nie powinna mieć widocznych rys -
jeśli takie są widoczne ponawiamy szlifowanie tym samym papierem, aż do skutku. Gdy już nie ma
rys i powierzchnia jest gładka papier powinien się ślizgać i to jest znak że można przejść do
następnego "numeru". W przypadku bardzo dobrze wysuszonego i łatwego w obróbce drewna może być
taka sytuacja że papier będzie zbierał cały czas ( nie będzie się ślizgał ) wtedy trzeba
dokonać zmiany mając pewność że jest już gładko.
Jak sprawdzić czy nie ma na prostej powierzchni niechcianych wgłebień? Na pewno nie uda się to
przez dotyk bo powierzchnia może być gładka i "wyboista". Patrząc na taką powierzchnie też nie
zawsze to dostrzeżemy. Tu przychodzi z pomocą fizyka i światło. Jak wiadomo światło się od
każdej powierzchni odbija i w zależności od tego jak równa jest powierznia odbija się w różny
sposób. Jeśli będzie to powierzchnia całkiem prosta odbicie będzie równomierne, jeśli będzie
gdzieś wgłębienie światło odbije się w innym kierunku, a na oświetlonej powierzchni pojawi się
cień. Sprawdzamy to kierując szlifowaną powierzchnię w stronę źródła światła ( żarówka ) i
przechylając ją powoli tak aby światło mogło się "prześliznąć" po całej powierzchni. Dla
zobrazowania posłużę się schematycznym rysunkiem ( nie śmiać się )

Strzałki zielone pokazują ruch osady, a czerwone padające i odbite światło.
Oczywiście zaznaczone wgłębienie jest przesadnie duże - dla odbicia światła w innym kierunku
wystarczą wgłębienia rzędu dziesiątych części milimetra.
Wgłębienia muszą być wyrównane w pierwszym etapie szlifowania czyli papierami o dużej gradacji
("grube"). Gdy mamy pewność że powierzchnia jest pozbawiona wgłębień i równa przechodzimy do
papieru o wyższym numerze i powtarzamy szlifowanie aż do najdrobniejszego stale kontrolując
czy nie pojawiają się rysy.
Przypominam że szlifujemy zgodnie z kierunkiem włókien w przeciwnym razie rysy będą się
pojawiały zawsze. Niestety nie ma tak dobrze żeby wszędzie dało się zgodnie z kierunkiem -
przykładem jest chwyt, jego przednia część, przód osady i miejsce na stopkę - są to fragmenty
gdzie szlifujemy prostopadle do włókien - taka jest niesety "budowa" materiału i tego się nie
da obejść. W tych przypadkach zalecam szlifowanie "w pionie" chociaż na chwycie i to może być
trudne do wykonania. Tu pozostaje jedynie szlifowanie małymi kawałkami papieru w palcach.
Trzeba jednak zwracać uwagę aby nie porobić wgłębień - im mniejsza powierzchnia szlifująca tym
o to łatwiej. Duże powierzchnie szlifujemy zawsze przy użyciu dużego papieru ( najlepiej w
uchwycie lub na kostce drewna ).
Kiedy powierzchnię można uznać za gładką i przejść do następnego papieru? Podobno gdy nam się
wydaje że jest już gładko to trzeba jeszcze poszlifować z pół godziny i wtedy dopiero będzie
dobrze
Gdy dokończymy szlifowanie najdrobniejszym papierem, ładnie się nam ślizga po powierzchni i
nic już nie zbiera, przecieramy całość suchą szmatką i cieszymy się "lustrzaną gładkością" Ale
to jeszcze nie koniec. Teraz musimy zrobić taki mały eksperyment, żeby się przekonać że wcale
to nie jest gładkie. Moczymy kawałek szmatki w wodzie, wyciskamy tak żeby była wilgotna i
przecieramy cała osadę. Ma być tylko wilgotna - nie mokra. Pozostawiamy do wyschnięcia i nagle
okazuje się że powierzchnia jest bardzo nieprzyjemna w dotyku - jakby była szlifowana tylko
papierem 80-120. To właśnie "podniosły się" włoski drewna które wcześniej nie zostały
zeszlifowane, a jedynie "przygłaskane" do drewna. Bierzemy więc ponownie najdrobniejszy papier
i szlifujemy. Operację tą trzeba powtórzyć dwa, trzy razy, aż stwierdzimy że nawet po
zwilżeniu powierzchni nie staje się ona szorstka. Jeśli tego nie zrobimy, a będziemy w
późniejszym etapie pracy np. bejcować osadę efekt będzie taki, że włoski się podniosą i cała
praca pójdzie na marne - szlifowanie po bejcy może nam przynieść bardzo nieciekawe efekty
wizualne - nierównomierne wsiąkanie bejcy sprawi że i szlifowanie jej będzie nierównomierne,
więc powstaną różne odcienie na zabarwionej powierzni.
Wracając do szlifowania - po tej ostatniej operacji ścinania włosków powierzchnia powinna być
idealnie gładka, śliska sprawiająca wrażenie że jest czymś pokryta - jakby była z tworzywa
sztucznego. To jest znak że można uznać osadę za gotową do następnego etapu ( bejca, olej
zależnie od upodobań ).
I kilka fotek z tego etapu pracy.
Ten klocek będzie palmrestem - tu w wersji surowej:

A tak wygląda po potraktowaniu go maszyną na której leży - taśma ścierna 60:

Dalsze etapy pracy papierem nie są już widocne na fotkach - w zasadzie to już po tej 60-tce
wygląda na gładki.
A tak wygląda osada po skończonym szlifowaniu - papier 1000 i trzykrotne ścinanie włosków - o
gładkości może świadczyć jedynie odbijające się światło żarówki - to nie flesz.



Podczas pracy nad palmrestem natrafiłem na "wątpliwą przyjemność" i jest okazja pokazać z
jakimi artefaktami możemy się spotkać wewnątrz drewienka. Mianowicie szlifując powierzchnię
zaczęły mi wyłazić takie cuda:


Są to kanaliki - na pierwszej fotce ułożone poprzecznie, a na drugiej wzdłuż na słoju.
Problem z nimi jest taki że im więcej zbieram materiału tym więcej się ich pokazuje. Te
poprzeczne są płytkie - nie wyczuwalne pod palcem, a tylko widoczne, natomiast ten wzdłużny
jest głęboki. Podobny artefakt natrafiłem na chwycie na samym dole. Jak sobie z tym radzić? No
cóż - najpierw próbować doszlifować się do miejsca bez kanalików, a jeśli się to nie udaje -
jak w tym przypadku ( zeszlifowałem ze 2mm ) nie pozostaje nic innego jak zaklejenie ich -
użycie kleju bezbarwnego do drewna i pyłu drzewnego - tego ze szlifowania do wypełnienia tych
kanalików. A potem oczywiście szlifowanie. Efekt końcowy nie będzie rewelacyjny bo będą one i
tak widoczne, ale na pewno nie będą wyczuwalne - ot po prostu dodatkowe urozmaicenie faktury
drewna
Ale zanim podejmiemy decyzję o klejeniu, jeśli jest możliwość trzeba się starać zeszlifować
kanaliki do miejsca od nich wolnego - zawsze to będzie lepiej wyglądało.
Przyszedł czas na ostatnią fazę pracy czyli olejowanie.
Przeglądając internet doszedłem do wniosku że nie ma jednej właściwej recepty na poprawne
wykonanie wykończenia osady olejem. Ilu "producentów" osad - tyle pomysłów. Sam zrobiłem kilka
olejowań i też nie trzymałem się jednego sposobu. W tym konkretnym przypadku, ponieważ czas (
Heniu ) mnie nie goni postanowiłem poeksperymentować na kawałkach drewienka z różnymi olejami
i sposobami ich nakładania. W zasadzie mógłbym powiedzieć że różnice nie są powalające -
polegają głównie na uzyskanym odcieniu, wrażeniach dotykowych i czasie schnięcia. Pomijając
"jednyne słuszne" środki typu Old London mogę śmiało stwierdzić że jeśli zależy nam na czasie
należy skorzystać ze środków gotowych ( np. z Castoramy ) typu olej 3V3 ( V33) które
wchłaniają się bardzo szybko i praktycznie co dzień maksymalnie dwa można nakładać kolejne
warstwy. Trzeba jednak zwracać szczególną uwagę na równomierne rozprowadzanie oleju i
zbieranie nadmiaru gdyż przy szybkim wysychaniu mogą pojawić się zacieki, które są później
trudne do usunięcia.
Inaczej zachowuje się olej naturalny ( lniany, tungowy ) który wchłania się głęboko i bardzo
powoli wysycha. Pierwsza warstwa na suche drewno wnika ładnie, ale już druga schnie tydzień
czasu i nie jest całkowicie wyschnięta ( trzymając przez dłuższą chwilę w ręku powstaje tłusty
ślad ). Kolor jest jaśniejszy, a powierzchnia bardziej atłasowa w dotyku. Olej naturalny można
( a w zasadzie powinno się ) rozcieńczać terpentyną co ułatwia mu wnikanie głęboko w drewno i
przyśpiesza proces schnięcia. W przeciwieństwie do olejów "z Castoramy" warstwy należy
nakładać w ilościach śladowych - określa się to mianem filmu olejowego ( coś z motoryzacji ).
Ale może przejdę do konkretnych przykładów.
W zależności od gatunku drewna można olej kłaść od razu po wykończeniu szlifowania - gatunki
"buko-podobne" lub zrobić mieszankę wypełniającą z oleju i pyłu drzewnego ( z samej osady ) w
przypadku gatunków egzotycznych i najpopularniejszego orzecha, które charakteryzują się dużą
porowatością. Mieszankę taką wykonujemy poprzez jednkorotne przeszlifowanie całej osady
najdrobniejszym papierem ( od 1000 wzwyż ) i pozostawiając na niej pył - nie wycierać, ani nie
zdmuchiwać - nakładamy na to olej i dokładnie wsmarowujemy w osadę. Ten pył powchodzi we
wszystkie pory i razem z olejem zaschnie wyrówując powierzchnię. Po krótkim czasie ( zależnie
od oleju ) gdy powierzchnia zaczyna przysychać, ale jeszcze jest klejąca przecieramy całość
zbierając nadmiar oleju i pozostawiamy do wyschnięcia. Tak przygotowaną osadę traktujemy
następnie jak wykonaną z buku czyli nie posiadającą już porów.
W przypadku prezentowanej osady robiłem próby z zapełnianiem porów, ale nie wpłynęły w żadnym
stopniu na "równość" powierzchni co jest zrozumiałe bo to drewno owocowe ( buko-podobne w
budowie ) wobec czego w przypadku gotowej osady ten krok pominąłem.
Po przeprowadzeniu prób z różnymi olejami i mieszankami zdecydowałem się na wykorzystanie
naturalnego oleju tungowego ( chiński, drzewny ) zmieszanego z terpentyną w proporcjach 1-1.
Olej można nakładać każdym sposobem - pędzlem, szmatką, ręką - jak kto lubi. Najdokładniej
wychodzi to "gołą" ręką, bo się najlepiej wciera w drewno, ale nie każdy lubi "babrać się" w
tłustej substancji Pierwszą warstwę należy nałożyć obficie, ale tak żeby olej nie ściekał,
odczekać aż trochę podeschnie - krócej niż w przypadku zapychania porów - i zebrać nadmiar
szmatką, tak aby powierzchnia była mokra, ale żeby nie było widać plam i zacieków oleju. Po
wytarciu olej musi być równomiernie rozprowadzony po całej powierzchni i w takim stanie
pozostawiamy osadę do całkowitego wyschnięcia - w przypadku oleju naturalnego od kilku dni do
tygodnia, a jeśli będzie się nadal kleić pod wpływem chwytu w ręce to jeszcze dłużej. Czas
działa tu na korzyść, bo lepiej zabezpiecza drewno i wzmacnia jego odporność mechaniczną. Jako
przykład podam tu informację że olejem naturalnym zabezpiecza się łodzie ( jachty ) drewniane
i proces ten jest wykonywany nawet przez pół roku żeby olej dobrze się wchłonął. Ponieważ
jednak do osady używa się mniejsze ilości oleju i aż tak dużo czasu nie mamy to kolejną
warstwę położymy po tygodniu, później po trzech tygodniach robiąc przerwę w strzelaniu i
jeszcze po dwóch miesiącach. Dalej to już będzie zwykła konserwacja drewna jak w przypadku
każdej osady.
Wracając do innych olejów - te z Castoramy mają specjalne dodatki przyśpieszające wysychanie
więc całe olejowanie można skończyć w ciągu tygodnia czy 10 dni - efekt zabezpieczający będzie
podobny, wizualny trochę gorszy, ale jeśli ktoś chce spróbować pierwszy raz to jest to również
dobre rozwiązanie, może nawet lepsze dla początkującego.
Co do olejów dedykowanych do osad typu Old London - jest o ich użyciu sporo w Internecie, więc
wspomnę tylko że zawierają w zestawie wypełniacz do porów - więc nie trzeba robić mieszanki z
pyłem i są czymś pośrednim - są to oleje naturalne wzbogacone o dodatki dla szybszego
wysychania, ale również dające dużo lepsze efekty wizualne i dotykowe. Niestety przy braku
umiejętności ( pośpiechu ) można również szybko zepsuć efekt końcowy nawet Old Londonem - za
dużo oleju, za szybko następne warstwy itp. Dlatego dla początkującego polecam popróbowanie na
kawałku drewna jaki zostanie po wycięciu osady i radzę być cierpliwym.
Cóż tu można jeszcze pisać o olejowaniu?
EDIT: Robiłem eksperymenty po ukończeniu tej osady i można przyśpieszyć proces olejowania
używając olejów naturalnych przez zmianę sposobu ich nakładania - zamiast "nakładać"
poszczególne warstwy - wsmarowywałem olej dłonią głęboko w drewno. Praktycznie na drugi dzień
po takim "wsmarowaniu" mogłem kłaść następną warstwę./ END EDIT
Może parę fotek z eksperymentów i samego olejowania niech powie resztę.
Klocki próbne:


I palmrest z baką po pierwszej warstwie:

Prawy boczek świeżo po pierwszej warstwie:

I lewa strona już podeschnięta:

Cała osada nie mieściła się w kadrze leżąc na stole - dlatego tylko fragmenty.
Na kolanach - nałożyłem drugą warstwę:

Po dwóch warstwach - z baką:

I z palmrestem - nie przykręconym jeszcze:

Niestety nie udało mi się przy żadnym oświetleniu uzyskać orginalnego koloru na zdjęciach,
więc na prawdziwy efekt końcowy można zobaczyć tylko "na żywo".
na dzień dzisiejszy pozostało założyć celownik, ustawić palmrest i bakę pod strzelca i iść na
strzelnicę próbować
Tak to wyszło - jakość zdjęć jest nadal kiepska, ale może kiedyś normalnym aparatem i przy
normalnym oświetleniu...




Danusia w nowym ubranku cieszy swojego właścicielu już od jakiegoś czasu i sprawuje się
dobrze.
Ponieważ nasze zawody Czewy opisałem już w wielu wątkach tutaj sobie już odpuszczę. Natomiast w końcu znalazłem czas na wyjazd na zawody- Jaworzno 19 lipiec- niedziela z tematu Krzyśka ZAWODY JAWORZNO . Jak poszło napiszę po niedzieli.
Właśnie wróciłem z zawodów. Niestety nie wygrałem, ba nawet nie byłem na podium. Ale od jakiegoś czasu nie przywiązuję wagi do wyników. Tym bardziej, że od dawna nie strzelałem zawodów stąd brak "ciśnienia" na wynik. Narazie nie ma jeszcze oficjalnych wyników- pełnej listy- ale strzeliłem 74/90punktów- nie było tragedii. Wyniki dodam jak sie ukażą.
Oto zdjęcia z zawodów (zdjęcia mojego kolegi Witka):


a tutaj wyniki... no nie mogę być zadowolony 
FT1
1. Rafał Rozner - Riti - 29 - dogrywka
2. Mirosław Kwaśny - Mike21 - 29 - dogrywka
3. Darek Szybist - DChavez - 28
4. Wiesław Szczepańczyk - Wiecho - 23
HFT1
1. Jacek Supłat - Żywiec - 86
2. Martyna Pindel - Snajperka - 84
3. Paweł Kumela - Kuma - 81
4. Wojciech Wróblewski - vide - 80
5. Dominik Trutwin - Dominik76 - 79
6. Stefan Dygdałowicz - Steaven - 78
7. Rafał Ślósorz - 77
8. Sławomir Czapla - Bonzoo - 76
8. Radosław Surma - 76
9. Robert Włodarczyk - RobertW - 74
9. Andrzej Folhoc - opus - 74
9. Witold Jakubowski - Witja - 74
10.Tomasz Kocemba - c20xe - 71
11.Agata Szwarcbach - 69
11.Ryszard Wojciechowski - 69
12.Marcin Grochala - Groszek - 68
13.Karolina Kowalczyk - Groszówka - 65
13.Michał Kokoszka - Michał - 65
14.Jerzy Zadka - 63
15.Paweł Minorowicz - Efendi_rekin - 61
16.Jerzy Mościcki - jm48 - 57
17.Edwin Hoppe - 54
17.Mariusz Zawadzki - Marioo33 - 54
17.Mirosław Dziwosz - mirek123 - 54
18.Magdalena Wardowska - Madziulek - 52
19.Kamil Zadka - najmłodszy zawodnik 11 lat - 32
HFT2
1. Dariusz Rozmus - Darioo - 78
2. Sławomir Niewiadomski - Tytus - 69
3. Michał Mierzwa - Bulin - 67
4. Mieczysław Cupiał - M.C. - 60
5. Robert Nawrot - msvox - 56
6. Grzegorz Grabowski - Ygreg - 54
7. Krzysztof Wojnowski - Toudi - 49
7. Radosław Miśkowiec - Henryy1991 - 49
8. Mirosław Dąbrowski - Old Hunter - 48
9. Tomasz Watemborski - Tomala - 44
HFT3
1. Gerard Cebula - 71
HFT4
1. Grzegorz Pawłowski - 39
2. Roman Lenarczyk - 35
3. Stefan Dąbrowski - 33
4. Piotr Rzepka - 22
5. Robert Ujek - 19
Przed zawodami w Chojnicach znalazłem chwilę czasu na przestrzelanie karabinka. Ostatnio strzelam raz na przysłowiowy rok. Dlatego bardzo się cieszę kiedy wyciągam karabinek z pokrowca po długiej przerwie i widzę że wciąż świetnie trzyma zero. Myślałem że tak też będzie i tym razem. Troszkę się rozczarowałem. Karabinek był przestawiony o dobre kilkanaście klików na wieży. Oczywiście wyregulowałem jak należy, ale kilkadziesiąt śrutów poźniej przestawił się znowu tym razem w drugą stronę. Mocno się tym zmartwiłem bo zawody były w następny dzień. Przyczyną były luzy na ósemce, ale nie na lufie tylko na kartuszu. Po prostu śrubki musiały się poluzować.
Wtedy pomyślałem, że nie będę jej osadzał na sztywno w ósmce tylko zrobię pływającą, czyli osadzoną tylko w breechblocku. Jak pomyślałem tak też zrobiłem i czym prędzej pojechałem na strzelnicę. Umocowałem system w imadle i zacząłem strzelać. Skupienie na dystansie 55m było bardziej niż zadawalające, z wyjątkiem paru odskoków, ale zwaliłem to na nieselekcjonowany śrut.
Postanowiłem zaryzykować i zostawiłem tak jak jest. Przy pływającej lufie istnieje możliwość, że w terenie karabinkiem może w coś uderzyć i zero szlag trafia. Pływająca lufa w wiatrówkach to zapożyczenie z broni palnej jednak tam lufa umieszczona jest bardzo sztywno, właściwie nawet wkręcana i nawet mocniejsze uderzenie w lufę nie powoduje przestawienia punktu celowania. Z kolei wśród wiatrówkowiczów pływające lufy stosują FTciarze, jednkak oni bardzo uważają przy przenoszeniu swojego sprzętu. Strzelectwo HFT ma trochę inną charakterystykę. Będąc na kilku zawodach HFT w Anglii zauważyłem ze kilku strzelców mających Daystaty zrobiło u siebie pływające lufy i nie powiem bo całkiem dobrze im szło.
Kilka fotek ze strzelnicy:



Luneta WALTHER 3-9x44 Mil-Dot
Luneta o zmiennym powiększeniu 3-9x, przeznaczona dla karabinków pneumatycznych. Szklana optyka wypełniona suchym azotem zapewnia doskonałą jakość obrazu. W celowniku tym zamontowano siatkę celownicza typu: MIL-DOT.
Ten celownik jest nowością marki WALTHER na rok 2010.
Aluminiowa obudowa jest wyprofilowana w ten sposób, aby osłaniał obiektyw przed promieniami słońca. Wpływa to pozytywnie na wygode i bezpieczeństwo użytkowania tej lunety w warunkach silnego nasłonecznienia.
Regulacja pionowa i pozioma odbywa się przy pomocy precyzyjnych wieżyczek regulacjnych, które obsługuje się palcami (beznarzędziowo). Są one blokowane, więc aby skorygować nastawy nie trzeba odkręcać zakrywek, wystarczy jedynie dokręcić pierścień blokujący.
Czteropunktowa siatka celownicza typu MIL-DOT pozwala na branie poprawek w pionie i poziomie bez konieczności korygowania nastawów.
W komplecie z lunetą otrzymujemy solidny dwuczęściowy montaż z rozstawem na szyne 11mm.

Luneta WALTHER 1-4x32 CI Mil-Dot
Luneta o zmiennym powiększeniu 1-4x, przeznaczona dla karabinków pneumatycznych. Szklana optyka wypełniona suchym azotem zapewnia doskonałą jakość obrazu. W celowniku tym zamontowano centralnie podświetlaną siatkę celowniczą typu: MIL-DOT.
Ten celownik jest nowością marki WALTHER na rok 2010.
Aluminiowa obudowa jest wyprofilowana w ten sposób, aby osłaniał obiektyw przed promieniami słońca. Wpływa to pozytywnie na wygode i bezpieczeństwo użytkowania tej lunety w warunkach silnego nasłonecznienia.
Regulacja pionowa i pozioma odbywa się przy pomocy precyzyjnych wieżyczek regulacjnych.
Czteropunktowa siatka celownicza typu MIL-DOT pozwala na branie poprawek w pionie i poziomie bez konieczności korygowania nastawów. W warunkach słabego oświetlenia pomocne jest podświetlenie centralnej części siatki celowniczej.
W komplecie z lunetą otrzymujemy solidny dwuczęściowy montaż z rozstawem na szyne 11mm.

Luneta Walther 3-9x44 Sniper Mil-dot- szyna 22mm.
Luneta o zmiennym powiększeniu 3-9x, przeznaczona dla karabinków pneumatycznych. Szklana optyka wypełniona suchym azotem zapewnia doskonałą jakość obrazu. W celowniku tym zamontowano siatkę celownicza typu: MIL-DOT.
Ten celownik jest nowością marki WALTHER na rok 2010.
Celownik posiada zakrywki flip-open, które ochraniają optykę jeśli jej nie używamy.
Regulacja pionowa i pozioma odbywa się przy pomocy precyzyjnych wieżyczek regulacjnych, które obsługuje się palcami (beznarzędziowo). Są one blokowane, więc aby skorygować nastawy nie trzeba odkręcać zakrywek, wystarczy jedynie wysunąć wieżyczkę aby ją odblokować.
Czteropunktowa siatka celownicza typu MIL-DOT pozwala na branie poprawek w pionie i poziomie bez konieczności korygowania nastawów.
W komplecie z lunetą otrzymujemy solidny dwuczęściowy montaż z rozstawem na szyne 22mm.

Pistolet Umarex - Walther CP 88 to wg. mnie jedna z najlepszych konstrukcji tego koncernu. Swoją premierę miał już prawie 10 lat temu, a wciąż uważam go za najlepszy pistolet na C02. A co w nim jest takiego niezwykłego? Przedewszystkim ponadprzeciętna celność jak na tego typu sprzęt. Spust to bajka, miękki i powtarzalny. Konstrukcja wykonana jest w całości z metalu i to się czuje, prawie 1kg wagi!
A oto bardzo ciekawy i napisany z humorem tekst kolegi Arctica dotyczący rozbiórki CP 88.
Walther CP88 - Pokaż kotku co masz w środku
Powodem demontażu było zacinanie się dźwigni ładowania magazynka i ogólna doroczna konserwacja swoją drogą całkiem fajnej giwerki No to zaczynamy

Najsampierw wykręcamy śrubełek któren pod lufą się znajduje całkiem z przodu

Jak już sobie poradzimy z tym trudnym zadaniem to zwalniamy dźwignię ładowania magazynka

Cały zespół lufy wyłazi do przodu ... uff, najtrudniejsza część za nami

Małą śrubka z przodu zespołu lufy trzyma osłonę lufy własciwej, to też pestka

Jak już ją wykręcimy to lufę z osłoną wyciągamy za "ogonek"

Tak wygląda lufa w osłonie. Jest nitowana "na zicher" więc rozginamy tylko lekko połówki żeby przesmarować w środku lufę i dwa oringi z przodu i z tyłu.

Oś sprężyny zjadamy jak bułkę z masłem

Dźwignia zwalniania magazynka to już mistrzostwo świata, trzeba nacisnąć kły co lufę trzymają i wyciągnąć po przekręceniu w pozycję jak do otwarcia.

Śrubełek z prawej strony wykręcamy teraz choć można i później

Ściągamy okładzinę która osłonę portu ładowania naboju CO2 stanowi

oraz demontujemy drugą okładzinę

Wykręcany śrubkę co bezpiecznik trzyma

i skrzydełko bezpiecznika mamy w garści, pestka ... spoko, ale to tylko połowa sukcesu

bo z drugiej strony czeka nas niemiła niespodzianka i jak nie zachowamy partyjnej czujności to ta kulka ...

... co "klik" robi jak cię bezpiecznik przełącza pójdzie sobie na spacer.

No odwracamy pacjenta na drugi bok i wyciągamy sprężynkę co łącznik spusty w pozycji utrzymuje

Nooooo ... jak już dobrniemy do tego momentu to rozpołowimy drania

I co ? I nic, żadnego pstryng? ... nie licz na to kolego jedna lub dwie sprężynki wylecą na pewno !

Ale co to dla nas, pozbieramy, pozbieramy ... "I oczom jego brud się ukazał i szlam i wszystko co kotek miał w środku" - Arctic.CP88. Werset 7 wiersz któryś tam ....

Nie zrażamy się i dzielnie demontujemy kawałki spustu i inne takie ...

... broń boże nie wyrzucamy tylko wkładamy do beretu do którego wcześniej wsypaliśmy to co pozbieraliśmy z podłogi. Sprężynka kurka na pewni nie wyleci sama, trzeba się wspomóc szczypcami

Pode kurkiem tulejka się znajduje co się po niej kurek ślizga, nie gubimy jej bo kurek się bez niej "giba"

Zaczep kurka solidnie siedzi i sam raczej także nie wypadnie, nie ma rady trz mu pomóc

Łącznik spustu franca jedna trzeba sposobem, troszku do przodu, przechylić i w bok ... człowiek nie pająk ręce tylko dwie ma ... ciekawe czemu nie trzy?

Popychacz magazynka i jego nieodłączna w sensie dosłownym sprężynka to pikuś. Sprężynki się nie wyjmuje, chyba że się kto uprze to i owszem można

Śrubkę tę z góry trza tylko wykręcowywić i bez połamania popychacz się wyjmie.

Wracamy do początku i robimy to co powinniśmy zrobić wcześniej czyli wyciągamy elementy zaczepu co lufę trzyma

Ufff .... twardym trza być. Jak wysypiemy wszystko z beretu w którym żeśmy gromadzili fanty to takie coś zaobserwować można

Myjemy nasze ukochane, niesamowicie i ponadprzeciętnie celne cacko GL. Myju, myju, pucu-pucu,

Suszymy i traktujemy olejkiem, wazelinką i czym bądź co nam w ręce wpadnie i w domu znajdziemy. Mnie się udało dorwać do "Pneumatik Special Motor Pumpen Oil Made in Germany" a co ? Stać mnie, CP88 jest tego warty!

O rzesz ty byłbym zapomniał całkiem, zawór, przecie tam zawór jest co gaz CO2 dozuje któren ten gaz jak się go onym zaworkiem wpuści w rurki glizdę to ta pocisk do celu pogoni poprzez lufę lub element ją zastępujący aktualnie Zaworek ten tak wygląda i składa się tak jak na zdjęciu wygląda. Uwaga bo też przy wyjmowaniu robi "pstryng" a sprężynka ze środka to ho, ho aż do kuchni poleciała

A tak powinien być zamontowany w szkielecie jak cacko umyjemy. Na wcisk go się wkłada nie inaczej

Rozebrać to każdy głupi potrafi ale jak to poskładać do kupy. Strach bierze jak się na te szpeje patrzy, gdzie co było cholera wie? Zaczniemy od czegoś prostego, zaczep kurka, proszę bardzo, na miejscu

Z beretu wyciągamy takie części co się na zespół kurka składają

I składamy, żeby wyglądało to tak

potem popychacz magazynka, jak pamiętamy sprężynka została w szkielecie ale jak jej nie ma to trzeba znaleźć

i poskładać do kupy

Spust to wyzwanie dla prawdziwego mężczyzny, jak nic nie zgubiliśmy to powinniśmy mieć takie elementy

... no dobra, tylko w jaką mańkę ta sprężynka była wsadzona ? Luknij se na foto i wiesz

Składamy ... i składamy .... i składamy .... ... cieszymy się jak cholera jak się uda.

Zapomnieliśmy o dźwigni co łączy spust z kurkiem ! O kurka! Wcale nie bo dopiero teraz się ją wkłada w to wycięcie bardziej u góry

Trzeba ją jeszcze wprowadzić z przodu i wcisnąć jako jedną z dwóch osi spustu no i niestety tu znowu pająki mają lekką przewagę ale pomagamy sobie śrubokrętem wykazując się przy tym ponadprzeciętną inteligencją która kompensuje nam przewagę pająków na odcinku ilości rąk

jak po zmontowaniu wygląda to inaczej niż na fotce poniżej to trzeba zaczynać od nowa

a jak tak przechodzimy do kolejnej rundy, ale, ale nie wszystko złoto co się świeci i nie popadamy w samo zachwyt tylko sprawdzamy działanie. Najsampierw bezpiecznik co się sam włącza ja port ładowania jest otwarty. teraz spust daje się nacisnąć

a teraz nie

... eeeee sumie nie wiem po co to sprawdzaliśmy. Niewiele już zostało w berecie to łatwiej będzie znaleźć takie blaszki co lufę trzymają jak się je założy jak trzeba

a trzeba je założyć właśnie tak

i widok z góry z założoną dla zmyłki dźwignią co port magazynka otwiera

i sprawdzamy czy działa czyli ma się zapaść jak dźwignię do pozycji "otwarte" obrócimy

W sumie to zacięcia szukaliśmy i się znalazło. Sprężynka się wygła była tylko odrobinkę ale to wystarcza jak się okazuje do zacinania.

A tak to powinno wyglądać po zmontowaniu, ... no mniej więcej

Jeszcze coś jest berecie? No pewnie, i to nie mało, np. elementy dźwigni do wciskana naboju CO2

Mamy już wprawę to pakujemy na miejsce

Nic się więcej nie zmieści, zamykamy szkielet.

Szczęściarzom uda się za ... hmmm którymś tam razem, aż nie wpadną na to, że bolec popychacza magazynka powinien wchodzić w wycięcie w jednym z elementów spustu. He, He ... mały quiz - w które wycięcie? Skasowałem fotkę przez przypadek i to nie żart a nie chce mi się drugi raz rozbierać gnata. Jak nie jesteś w stanie domyślić się w które wycięcie to nie bierz się za rozbieranie pistola. W każdym razie jak się uda to powinny elementy szkieletu zejść się ładnie do kupy

Żeby sprawdzić czy jest OK. pomagamy sobie śrubokrętem wkładając go w gniazdo osi magazynka i wciskamy spust. Kurek nie będzie działał, ale czy podnosi i opuszcza się popychacz magazynka?

Jak tak to wkładamy bezpiecznik na który składają się takie fanty

Kulka, ta skubana kulka, .... no strachy na lachy, wchodzi spoko

Została do zmontowania lufa z osłoną

po zmontowaniu wygląda tak

W berecie jeszcze powinno być coś takiego

I jak to złożymy używając tego

no to mamy koniec, THE END, FINE, Finito

Hurrrraaaa ! Jesteśmy wielcy ... o ile jak było na początku tak i jest teraz. Czyli wszystko działa. A to mogło się udać jeśli mieliśmy tylko coś takiego

... i to było na tyle. No nie bardzo, brak fotek i nie ma w tekście o montażu dwóch elementów bo o nich zapomniałem, w sumie sami wpadniecie na to jakich. Quiz nr 2 - jakich dwóch elementów nie wymieniono w instrukcji montażu? Nagrody nie są przewidywane.
autor: Arctic
Więcej na temat tego pistoletu można poczytać na stronie dystrybutora
Pistolet jest, strzelać prawie jest gdzie (pozostało dopieścić to co niedopieszczone), ale... HK P30 sprawił niespodziankę... niemiłą... Zanim jednak o pierwszych wrażeniach po strzelaniu mała galeria tego co udało się już skompletować do doskonalenia się w wiatrówkowym sporcie.
(kliknij, aby powiększyć)
Pierwsze wrażenia super, zwłaszcza jak się ma taki sprzęt pierwszy raz w ręku, niestety trzeba było poczekać chwilę aby otrzymać złożone zamówienie na naboje CO2 i śrut. Pierwsze strzelanie na strychu (rozwiązań technicznych na razie nie zdradzam), ze śrutu. Okazało się, że wcale nie taka prosta sprawa trafić z 10 m w dziesiątke przy drżących z podniecenia rękach.Próby były może dwie czy trzy, każda na jeden nabój CO2, bo i czasu posiedzieć dłużej nie było. Na pierwszy rzut oka kapsuła skończyła się przed siedemdziesięcioma strzałami, niestety.
Strzelanie na strychu nauczyło mnie dwóch rzeczy: 1) wymieniać odpowiednio szybko kapsułę (zbyt niskie ciśnienie nie wystrzeli śrutu lub - jak podaje instrukcja - spowoduje utknięcie śrutu w lufie) - szkoda tylko, że trzeba to robić na oko 2) oliwić kanał magazynka na kulki BB (podobno ma to zapobiegać zakleszczaniu się śrutów BBs, co mnie niestety spotkało - trzeba było trochę się nakombinować, by przy zakleszczonym w rękojeści magazynku wyjąć z niego kulkę, ale operacja zakończyła się sukcesem).
Kolejna próba odbyła się na strzelnicy, którą niedawno opisywałem... Tutaj zaczęło się robić ciekawiej: dużo więcej przestrzeni, miejsca, choć jak się okazało od desek śrut dużo bardziej rykoszetował niż od ściany (sic!). Zakupione okulary Peltor Tora dały choć trochę poczucia bezpieczeństwa. Ale do rzeczy w czym po wystrzeleniu może 5 magazynków kulek P30 zawiódł... (przy strzelaniu śrutem nie było do tej pory żadnych problemów): znów zaklinowała się kulka BB, tym razem nie w kanale magazynka, a tuż za gumową uszczelką na zaworze. Próba jej usunięcia spowodowała, że usunęła się razem z uszczelką i obie powędrowały gdzieś w trawę - poszukiwania ich nie przyniosły rezultatu.
I tak: po włożeniu magazynka i jego ponownym wyciągnięciu ze środka wypadł zielony krążek o zewnętrznej średnicy ok. 0,9 cm i grubości 1 mm. Do czego służy i gdzie był umieszczony nie wiem. I skończyło się strzelanie na ten dzień i trwają poszukiwania gumowej uszczelki - gdzieś była, a czy gdzieś ją można nabyć? I do czego służy to zielone ustrojstwo? Przydałaby się jakaś pomoc, żeby znów móc kontynuować to, czego jeszcze tak naprawdę do końca nie zacząłem :) Liczę na Was :)
Wydawać by się mogło, że kamizelka taktyczna w strzelectwie pneumatycznym, to nie tyle co bajer dla lansu, ale przede wszystkim rzecz zbędna. Po ponad miesiąciu grzebania w sieci nie natknąłem się nigdzie na informację, żeby ktoś takie coś posiadał, czy chociażby chciał posiadać. Cóż, być może w niektórych kręgach jest z nią tak, że jest źle widziana, a wręcz niepotrzebna, śmieszna. W tym poście zamierzam jednak znaleźć zastosowanie jednego z dwóch modeli, które wpadły mi w oczy, a odpowiedź na pytanie "po co się obwieszać?" można znaleźć czytając przykład toru do strzelectwa "figurkowego" czy w przypadku innego, równie długiego toru, na którym potrzebny jest zapas akcesoriów. Czy "gadżet" jakim jest kamizelka taktyczna może znaleźć zastosowanie nie tylko dla służb ochrony, mundurowych i strzelców ASG. Pora się przekonać.
Wybór ograniczyłem do kamizelek, które mogą być przydatne przy okazji strzelania z wiatrówek: mało subtelna oraz dyskretna (cena pierwszej 199, drugiej - 320 zł, a że dyskrecja podczas "zabawy" nie jest raczej potrzena, a i cena 60% wyższa, padło na tę pierwszą). Jakie wyposażenie można na niej przenosić, postaram się przedstawić na poniższym schemacie (dla kamizelki UTG).

1 - kieszenie amunicyjne (kapsuły CO2 88g, radiotelefon, pojemniki ze śrutem)
2 - kabura na broń krótką z kieszenią na magazynek
3 - pas taktyczny z kieszeniami uniwersalnymi np. na magazynek
4 - 3 kieszenie uniwersalne na np. magazynek/latarkę
5 - kieszeń na opatrunek osobisty/radiotelefon
6 - kieszeń na większe przedmioty
7 - uniwersalny szybkoładowacz na np. 12 gramowe naboje CO2
8 - panel antypoślizgowy
Dla chcących popracować na sobą - wiele wyjaśniająca i ucząca publikacja:
Tarcze, figurki FT, figury strzeleckie to nie jedyne cele, które można "faszerować" ołowiem. Ilość pomysłów jest nieograniczona, jedynie długość posta, wyobraźnia i możliwości techniczne nie pozwolą ich mnożyć w nieskończoność. Co ważne, koszty "zabawy" w tym przypadku wyglądają na minimalne (zerowe, jeśli wymienione przedmioty posiadamy na zbyciu - zepsute, zbędne, zużyte...). Niestety - większość targetów będzie jednorazowa. Jak wiadomo potrzeba jest matką wynalazków, tak więc:
CELE SPOŻYWCZE - DLA BĘDĄCYCH NA DIECIE:
- WŁASNE: jabłka, gruszki, truskawki, maliny, jagody, poziomki, porzeczki, agrest, wiśnie, czereśnie, pomidory, ogórki, banany, kiwi (najlepiej jeśli zepsute, bo w przeciwnym razie można by się nimi posilać podczas strzelania do kolejnych celów),
- makaron (dla lubiących wyzwania - spaghetti, niekoniecznie ugotowany),
- torebki z herbatą (te z nitką można gdzieś powiesić, bez nitki - spróbować postawić na rancie, prawdziwi twardziele mogą postrzelać do fusów...),
- kostki cukru (w wersji dla hardkorów - kryształki lub odrobinę coś większego typu: kasza, ryż, fasola, groch),
- posiadacze dużej ilości czasu wolnego i równocześnie miłośnicy oryginalności mogą zająć się hodowaniem własnych kryształków soli z przeznaczeniem na cel,
- żelki (tutaj wybór niemiłosierny - od smerfów, myszy, węży, poprzez ośmiornice, rozgwiazdy, truskawki, miniburgery, na niedźwiedziach miśkach skończywszy),
- tabletki (musujące, witamina C, B, A, przeciwbólowe, jeśli już wygraliśmy walkę z bólem).
POSEZONOWO-GRILLOWE:
- plastikowe łyżeczki, nożyki, widelce, kubeczki.
DLA MIŁOŚNIKÓW NIEZDROWYCH NAPOJÓW:
- puszki*, kapsle, nakrętki od butelek PET, butelki PET* (ale także bardziej zdrowe - kartoniki* od soków).
ZIMOWE:
- kostki lodu (różne, różniaste), sople - ALE nie na blokach w centrum miasta! (ważne by temperatura była poniżej zera).
DREWNO i ORZECHY****:
- zapałki,
- owoce leszczyny, żołędzie, kasztany, orzechy włoskie, laskowe,
- lubiący majsterkować, posiadający dzieci, lubiący ekstremalne cele mogą zmajstrować z powyższych kasztanowe ludziki i... skazać je na eksterminację (bez udziału dzieci w tym widowisku rzecz jasna by nie łamać ich serc).
KOMPUTEROWCY:
- płyty CD*, dyskietki*, pudełka po płytach*, etui na płyty*.
DLA RZUCAJĄCYCH NAŁOGI:
- puszki Z ZAWARTOŚCIĄ, papierosy, strzykawki.
DLA SFRUSTROWANYCH:
- zdjęcie powodu frustracji (byłej, byłego, szefa itp.),
- powód frustracji (jeśli nie jest istotą żywą).
PRACOWNICY BIUROWI:
- ołówki****, jednorazowe długopisy (chyba że nie zamierzamy kupować wkładów do długopisów wielorazowych),
- pinezki (te do tablic korkowych i te małe metalowe płaskie, dla twardzieli szpilki),
- kreda****.
HOBBYSTÓW, KTÓRZY POSTANOWILI ROZSTAĆ SIĘ ZE ZBIORAMI INNĄ DROGĄ NIŻ SPRZEDAŻ KOLEKCJI:
- karty magnetyczne, znaczki (wcześniej lepiej nakleić np. na tekturę), plakaty, odznaki, monety***, modele plastikowe, kasety audio, płyty CD, przypinki.
SPORT:
- piłeczki ping-pongowe, tenisowe.
DLA ROMANTYKÓW:
- płomień palącej się świecy.
(ZUŻYTE) PRZEDMIOTY CODZIENNEGO UŻYTKU:
- kartonik po zużytym papierze toaletowym, maszynki jednorazowe, zużyte baterie (potem należy je posprzątać i oddać do punktu skupu), puste zapalniczki jednorazowe**, opakowania po kosmetykach (np.: dezodoranty**. pianki do golenia**), mydło
A jakie są Wasze propozycje?
* do celu można przymocować tarczę
** należy zachować szczególną ostrożność
*** cele wielokrotnego użytku
**** po celu nie trzeba sprzątać
W trakcie wędrówek pomiędzy kapslami, tarczami i figurami strzeleckimi pora na chwilowe przystanięcie i rozważenie najmniej i najbardziej dynamicznej konkurencji w strzelectwie pneumatycznym. Choć IMHO ta druga dopiero powstaje, do pierwszej najprawdopodobniej zaliczyć by można było benchrest pneumatyczny, czyli strzelanie stołowo-krzesłowo-stojakowo-siedzące. Pomysł co prawda zapożyczony z konkurencji dla broni palnej, gdzie dystans wynosi do 914,4 m, jednak zasada/cel są te same: strzelając z podpórki/stojaka uzyskać jak największe skupienie.
Zasady dla strzelania z wiatrówek opracowali Artur "Lars" Ignaczak i Miłosław Majstruk, których regulamin dla "benchrestu (benchresta?) pneumatycznego" jest tu. Najważniejsze z nich to:
- Cel: tarcza Ksp (kartka A4 na próbne strzały),
- Ilość strzałów: 4 próbne (5 min.), 10 (12 min.),
- Dystans:
- karabinki do 10J - 50 m.
- karabinki do 17J - 75 m.
- karabinki FAC - 100 m - Postawa dowolna,
- Magazynki jednostrzałowe lub ładowane jednym śrutem,
- Punktacja: ilość punktów na tarczy razy 10 podzielone przez skupienie w mm mierzone CTC (crush, tear and curl?) pomiędzy dwoma najdalej oddalonymi przestrzelinami.
Ha! To nie "barakowozowa wiatrówka" była pierwszą bronią, którą trzymałem w ręku. Przypomniałem sobie, że jeszcze wcześniej miałem w dłoniach coś, z czego można było potrenować coś ciekawszego niż strzelanie do rzutków (nawet tak ekstremalne). Dziś wynalazłem, że prawdopodobnie był to Zapper (albo jakaś pochodna), czyli coś prawie tak pięknego jak strzelectwo pneumatyczne ;) Żałuję, że tego cuda, które prawdopodobnie rozbudziło fascynację strzelectwem, nie ma już w domu... Tak pięknie (i co ważne: bezpiecznie) strzelało się z niego do ruchomych/ukazujących się na chwilę celów. Zabawa była przednia. Jakie to były cele? Hmm... Mało humanitarne, bo mnie akurat zdarzyło się strzelać do kaczek, figur strzeleckich i... ludzi. I również dziś dowiedziałem się, że to strasznie krótka lista celów, ponieważ Zapper obsługiwał także (oprócz Duck Hunt, Hogan's Alley i Wild Gunman): The Adventures of Bayou Billy, Baby Boomer, Barker Bill's Trick Shooting, Chiller, Freedom Force, Gotcha! The Sport!, Gumshoe, Laser Invasion, The Lone Ranger, Mechanized Attack, Operation Wolf, Shooting Range, To the Earth).
Aż się łezka w oku kręci...
A może któreś z powyższych przystosować do strzelectwa pneumatycznego? Jakieś pomysły? ;-)
No to jeszcze raz na ilość...
Była tarcza z BMK-i 30 czyli kopii Diany D48 - teraz tarcza z orginału.
Diana D48, 25m, Exact 4,51, wiatr umiarkowany, 10 strzałów - jeden strzał zerwany ( za miękki spust w porównaniu do BMK30
) postawa siedząca z podpórką.

Chyba widać różnicę i co jest orginałem, a co tylko "podróbką" :)
K.
Na forach tematycznie związanych ze strzelectwem pneumatycznym często padają pytania o wiatrówki chińskie - czy warto kupić, czy są dobre, czy są bezpieczne. Mając trochę doświadczenia z różnymi sprzętami od najniższej ( B- coś tam ) do najwyższej półki ( AA TX, Prosport ) mogę zrobić małe podsumowanie. Oczywiście dotyczyć będzie tylko wiatrówek sprężynowych.
Jakie więc są popularne "chinki"? Zacząć by należało od tego że "chinka -chince" nie jest równa. Możemy je od razu rozdzielić na grupę najniższą - czyli wszystkie z nazwą "B-cośtam" i "Lider XX" Norconia, Strzelec itp. - średnią - z literką "Q" np. QB - numerek, i najwyższą - czyli sprzęt produkowany pod szyldem lepszych firm - np. BMK, Airmaster, Stoeger itp. Generalnie można dla ułatwienia podzielić to też na grupy cenowe - do 200-250 zł, 300-450zł i powyżej 450zł z tym że kupowanie "chinki za 700 zł zaczyna mijać się z celem bo za tą kwotę można nabyć osławioną już Slavię czy jakieś używane HW30 które zdecydowanie odstają jakościowo od wspomnianych wcześniej wyrobów.
Skoro mamy już wstępny podział to spróbuję określić czego możemy się spodziewać po poszczególnych grupach wyrobów i do czego ewentualnie się nadają. Dla przekory zacznę od końca. Karabinki chińskie z najwyższej półki - przy założeniu że nie mają wad produkcyjnych o czym za chwilę - nadają się znakomicie do w miarę celnego strzelania rekreacyjnego. Co w nich jest najgorsze? Jakość użytych materiałów. O ile samo wykonanie jest już na w miarę dobrym poziomie, to materiały są po prostu kiepskie. W najlepszym razie możemy się spodziewać w miarę celnego i powtarzalnego ( w swojej klasie ) karabinka z topornie pracującym spustem z którym w zasadzie nic nie da się zrobić. Teraz pójdźmy w dół - jeśli trafimy na wadliwie wykonany egzemplarz to może się trafić krzywo osadzona lufa w benchblocku, krzywa lufa, krzywo zamontowana lub wyfrezowana szyna montażowa pod celownik, żle spasowane elementy wewnętrzne ( tłok, cylinder, prowadnica -o ile w ogóle jest - źle wykończona sprężyna ) bardzo kiepsko wykończone elementy metalowe i drewniane. Dobrze wykonany karabinek z tej półki może sprawić dużo radości ze strzelania pod warunkiem przeprowadzenia przeglądu "zerowego" czyli wyczyszczenia i nasmarowania. Żle wykonany ( z wadami produkcyjnymi ) nadaje się tylko do wymiany gwarancyjnej. Planując zakup takiego sprzętu najlepiej wybrać się do sklepu i dokładnie obejrzeć każdy egzemplarz, żeby chociaż organoleptycznie wyłapać podstawowe wady.
Druga grupa - czyli średnia to loteria na całego - jeśli będziesz miał szczęście postrzelasz z takiego karabinka długo i w miarę celnie ( w sensie rekreacji czyli puszka na 20-25m ) a jeśli nie to będziesz ciągle go reklamował, wymieniał, aż w końcu stracisz cierpliwość i zrezygnujesz ze strzelania.
Grupa najniższa - czyli "złom i opał". Nie polecam nikomu - wydanie 200 zł za taki sprzęt to wyrzucanie pieniędzy w błoto, ale - tu uwaga - w tym przedziale również trafiają się rodzynki - osobiście mam kolegę który z B-2 z bardzo starej produkcji ( 5-7 lat wstecz ) trafiał powtarzalnie zakrętki z PET-a na 50 metrów !!! Wracając jednak do normy - 90% produkcji nie nadaje się do bezpiecznego i celnego strzelania - materiały najniższej jakości - cienka, miękka blacha, wykonanie nie trzymające żadnych "ludzkich" norm i minimalne warunki bezpieczeństwa. Dla kogo taki sprzęt? Dla osób które pójdą postrzelać na 20 m działkę dwa razy w roku i ucieszy ich 1 trafienie na 10 w puszkę po dopiero co wypitym browarze.
Pozostaje pytanie czy warto i do czego warto kupić wyroby chińskie. Oczywiście chodzi tylko o wiatrówki, bo w innych branżach radzą sobie bardzo dobrze. Jeśli chcesz postrzelać okazyjnie, rekreacyjnie, tylko dla funu, nie zależy Ci zbytnio na trafianiu, masz żyłkę "grzebacza w sprzęcie" i nie masz kasy - można zaryzykować i kupić. Ci pierwsi będą mieli niezłą zabawę, a Ci ostatni mogą doprowadzić takie wyroby ( te z najwyższej chińskiej półki ) do całkiem niezłego stanu, niektórzy nawet będą w stanie osiągać niezłe wyniki - np. z modelu BMK-30 czy BMK-40. Niestety nigdy nie będą to sprzęty porównywalne do najwyższej półki światowej ( a może coś się zmieni? ).
Z mojego doświadczenia mogę jednak z cała pewnością stwierdzić że chińczycy zaczynają się przykładać i robią coraz lepiej - jeśli zaczną stosować bardziej wytrzymale materiały i zastosują ostrzejszy reżim produkcyjny to kto wie...
Ile powinna moim zdaniem kosztować "chinka" ? Te najlepsze - 400 zł te średnie maksymalnie 200 zł, a tych najgorszych nie powinno się wcale produkować :)
I żeby nie było, że jestem przeciwnikiem wyrobów chińskich - obecnie mam BMK-30 ( w trakcie full-tuningu :) )
K.
W niedawnym czasie, całkiem przypadkiem wszedłem w posiadanie "złomu" od BMK30 i zacząłem zabawę w tuningowanie. Ponieważ jednak nawet najbardziej stuningowany "złom" sam nie będzie działał trzeba było postarać się o "opał" do niego. Korzystając z wolnych mocy przerobowych i kawałka bukowego drewienka wystrugałem sobie taką lewą osadę.


Jakość zdjęć kiepska bo robione komórką w warsztacie, ale sam kształt możecie ocenić :)
K.
Tarcza sportowa 1
- rodzaj broni: brak danych
- postawa strzelecka: brak danych
- odległość od celu: brak danych
- wymiary tarczy (m): 250 x 250mm
Średnica:
pola "1" - 154,5mm
pola "10" - 10,4mm
pola "czarnego" - 112,4mm

Jeśli ktoś posiada wzór tarczy w lepszej jakości oraz wiedzę na temat brakujących danych proszę o dodanie w komenatrzu.
Wiatrówki wciąż nie ma, ale można przygotować wszystko pod to, kiedy (gdy) będzie. Do czego można strzelać poza puszkami od piwa, zdjęciami byłych, nielubianych przełożonych (o ile mają konto na n-k z ogólniedostępną galerią), jednej i tej samej tarczy, na której nie wiadomo już, gdzie trafiliśmy za 167 razem? Tarcz nie trzeba od razu zamawiać (choć drogie nie są - 100 szt. tarcz papierowe o wymiarach 14 x 14 cm kosztuje 15 zł - 0,15 zł za sztukę), można znaleźć i wydrukować je samodzielnie (zobacz: darmowe tarcze do treningu, generator tarcz). Do treningów powinny wystarczyć. Co najwyżej przydałoby się zastosować do ich wydruku papier o podwyższonej gramaturze. Pozostaje pytanie do czego jaka tarcza służy, z jakiej odległości przyjęło się do niej strzelać, czy jest coś oprócz tarcz, do czego można oddawać strzały (a jest na pewno :)).
Wybór wiatrówki to sprawa nieprosta. Mając do dyspozycji 167 modeli karabinków i 65 modeli pistoletów nie tylko nie trudno zdecydować się na któryś model, ale też należy wziąć pod uwagę fundusze, jakimi dysponujemy. Początkowo wybór padł na karabinek (dylemat: karabinek czy pistolet), może dlatego, że nic krótkiego w rękach nie miałem. Z drugiej strony jak tu z takim czymś biegać po killing housie? Dodatkowo jak obejrzeć te wszystkie prezentacje filmowe, gmatwające w głowie człowiek już nie wie nawet czy chce karabinek czy pistolet :D
Zakupy w moim wydaniu nie są rzeczą prostą, chyba, że ktoś coś poleci, albo będę miał okazję czymś wcześniej się bawić i spełni moje oczekiwania. Trzeba sobie postawić Stawiam sobie szereg pytań przed dokonaniem zakupu:
- karabinek czy pistolet? (a może oba na raz),
- zasilanie CO-2, sprężynowy, PCP, FAC>17, GAS RAM i na początku co właściwie to wszystko znaczy i czym się różni? (po lekturze już rozkminione),
- jaki kaliber? (4,5 tańszy ;))
- jaki typ śrutu?
- jak pistolet to na kulki, śrut czy oba na raz?
- ilu strzałowy? (jak najwięcej :D, ale niekoniecznie ten z maksymalną liczbą kulek w magazynku ;))
- jakie akcesoria do tego?
- ile to właściwie kosztuje poza kupnem wiatrówki?
Normalnie jak z kobietą podczas zakupów, choć przyznaję, że niektóre są w tym niezwykle zdecydowane :) Na szczęście :)
I przy okazji cały szereg wizji co będzie, gdy przygarnę już któryś ze sprzętów. Gdzie strzelać, jak zabezpieczyć teren, jaka jest różnica miedzy śrutem półokrągłym z wklęsłym czołem a zaokrąglonym, do czego strzelać... Oczywiście odpowiedzi na ten i inne zestawy pytań można znaleźć w internecie ale szukanie odpowiedzi na wiele pytań wymaga czasu (gdzie na przykład dostać taką taśmę?). Ale poszukiwania na nurtujące mnie pytania trwają. Odpowiedzi będą tutaj :) A wiatrówka? Jeszcze nie wybrana ;) Na razie musi wystarczyć okazjonalne strzelanie z LIDERA-2 za szopą u wujka :D
Zasady bezpieczeństwa kojarzą mi się z powtarzanymi przed każdym strzelaniem i wyuczonymi swojego czasu na pamięć warunkami bezpieczeństwa na strzelnicy:
Kategorycznie zabrania się strzelać:
- z niesprawnej broni,
- niesprawną amunicją lub amunicją, której używanie zabronione jest w rozkazach i zarządzeniach, oraz instrukcjach sprzętu dotyczących danej broni i tabelach strzelniczych,
- poza granice strzelnicy (placu ćwiczeń),
- do schronów (niezależnie od tego, czy znajdują się w nich ludzie czy nie), a także do innych urządzeń strzelnicy (wieże, dozory, itp.),
- jeżeli jest podniesiona biała chorągiew lub zapalona biała latarnia na stanowisku dowodzenia kierownika strzelania oraz na schronach, w których przebywają ludzie,
Strzelanie przerywa się na komendę (sygnał) kierownika strzelania lub samodzielnie, w razie:
- pojawienia się przed strzelającymi ludzi, sprzętu i zwierząt hodowlanych
- padania pocisków poza granicami strzelnicy (placu ćwiczeń),
- powstania pożaru
- podniesienia białej chorągwi lub zapalenia białej latarni na stanowisku dowodzenia kierownika strzelania lub na schronie w którym znajdują się ludzie
- utracenia łączności ze schronami, w których znajdują się ludzie
- otrzymania meldunku z posterunku ubezpieczenia o naruszeniu bezpieczeństwa
Sygnał natychmiastowego przerwania ognia przez wszystkich, kierownik strzelania podaje przez urządzenia techniczne, dźwiękowe lub głosem komendę: PRZERWIJ OGIEŃ , a następnie rozkazuje opuścić czerwoną chorągiew (zgasić czerwoną latarnię) i podnieść białą chorągiew (zapalić białą latarnię) na stanowiskach dowodzenia i na schronach.
Ile z powyższej listy można wykorzystać w strzelaniu z wiatrówki? Jeśli mamy do dypozycji schrony, chorągwie, latarnie to raczej wszystkie, nawet jeśli trudno powiedzieć o śrucie, żeby był niesprawny czy padający poza granice strzelnicy mógł wyrządzić szkody jak w przypadku strzelania z broni palnej. Mimo wszystko takie wiadomosci pojawiają się w prasie często (o takich nie wspominając), ale one raczej mają więcej wspólnego z logicznym myśleniem i elementarnymi zasadami niż z pamiętaniem o bezpieczniku, kierowaniu lufy w bezpiecznym kierunku czy przerywaniem ognia na komendę.
Jak więć postępować podczas strzelania z wiatrówki? Przede wszystkim myśleć, mieć na uwadze, że (i tu znów często powtarzane w wojsku) "nawet kij dwa razy do roku sam wypala". Gdzie więc znaleźć jakieś pisane/niepisane zasady? Szukać nie trzeba daleko: portal wiatrowki.pl, dział: "bezpieczeństwo" czy też Instrukcja strzelania z broni sportowej (mirror)[?] - co prawda instrukcja zalatuje jeszcze PRL-em: "Strzelanie można odbywać wyłącznie na strzelnicach, na użytkowanie których wyraziły zgodę organa MO", mimo to zawiera szereg przydatnych wskazówek jak uniknąć niebezpieczeństw związanych z użytkowaniem broni.
Myślenie nie boli - postrzał tak.
Pierwsza rzeczą jaką trzeba było zrobić jeszcze przed pójściem na strzelnicę (gdy były te piękne dni, że chodziło się na nią kilka razy w tygodniu) było ustalenie oka dominującego, czyli tego, które daje prawidłowy obraz właściwy, jest w stanie precyzyjnie sledzić obiekt. Dominującym okiem jest te, które patrzy na wprost obiektu, drugie zaś - patrzy na obiekt pod trochę innym kątem.
Test na sprawdzenie, które oko jest dominujące są dwa:
podręcznikowy
- należy przygotować kartkę A4 z wyciętym pośrodku otworem o średnicy ok. 2 cm,
- znaleźć przed sobą w odległości kilku metrów obiekt, na który będziemy patrzeć
- wyciągnąć przed siebie kartkę i spojrzeć przez otwór na wybrany obiekt
- zamykać na zmianę jedno i drugie oko
- oko, które widzi wybrany wcześniej obiekt jest okiem dominującym
- drugie (niedominujące) oko będzie widziało kartkę, a obraz w otwiorze będzie przesunięty
polowy
- wyciągamy przed siebie dłoń z wysuniętym do góry kciukiem
- znajdujemy przed sobą w odległości kilku metrów obiekt, który zasłaniamy kciukiem
- zamykamy najpierw jedno, potem drugie oko
- oko, które nadal widzi zasłonięty ten sam punkt jest okiem dominującym
- drugie oko widzi kciuk wycelowany w inne miejsce
A może by tak połączyć airsoft, strzelectwo sportowe, wojskową dyscyplinę i może coś jeszcze związane ze strzelectwem, militariami, taktyką? Postarać się o strzelnicę z prawdziwego zdarzenia, napisać projekt unijny i cieszyć się możliwością strzelectwa REKREACYJNEGO? Jakoś nie do końca satysfakcjonuje mnie wiatrówka za 99 zł i strzelanie do puszek po piwie (choć w najgorszym wypadku, zastępując puszki tarczami nawet własnoręcznie drukowanymi, można by było się zabawić). Pora wziąć więć swój los w swoje ręce, dokształcić się, pomyśleć nad szczegółami, rozświetlić żarówkę nad głową do czerwoności i strzelać, strzelać, strzelać :)
Mój pierwszy raz z wiatrówką... u kuzyna na działce... mini zawody... przegrałem ale pasja zostałą do dziś.... :)
P.S.
Ledwo karabinek utrzymałem :P
Miałem wtedy na początku szkoły podstawowej. Mógł być gdzieś rok 1990-1992. Żeby postrzelać nie trzeba było nigdzie nic kupować (choć wtedy nawet takiej możliwości nie było, nie mówiąc o dostępie do internetu), bo "jeżdżące strzelnice" widywałem od czasu do czasu czy to w mojej miejscowości czy w jej okolicach. Tak czy inaczej mając któregoś razu kilka groszy w kieszeni, szwędając się po mieście z pistoletem na kapiszony w kieszeni, trafiłem pod taki barakowóz, w którym pełno było maskotek, zabawek, gier i innych atrakcyjnych nagród. Pozstanowiłem spróbować szczęścia :) Załadowano więc małemu dzokerowi wiatrówkę i kazano strzelać. Sięgający ponad blat maluch oparł łokcie na blacie i wycelował do celu, który był na wprost niego. Przymiarka i bum. Śrut rozpierniczył zapałkę. Jakież było niedowierzanie "wiatrówkowego", który uparcie twierdził że pudło jak pokazałem mu palcem złamaną zapałkę xD Chcąc nie chcąc musiał dać nagrodę. I dał... 1 sztuka papierosa, marki nie pamiętam, pewnie Karo, Pupularne czy może nawet Mocne. Nie spaliłem, ale satyfkacja trwa do dziś ;-)
Ktoś miał wspaniały pomysł by stworzyć ten portal. Można spotkać ludzi i umówić się nawet na mini zawody strzeleckie.
Jeśli o mnie chodzi to przygodę ze strzelectwem zacząłem bardzo wcześnie.
Któregoś pięknego dnia kiedy liczyłem ledwo co siedem wiosen tata przyniósł do domu to coś:). Wtedy chyba nie wiedziałem jeszcze co to są wiatrówki ale pragnienie posiadania i strzelania z broni wszelakiem miałem chyba od zawsze.
Tym czymś był IŻ 38

Iż to stara rosyjska konstrukcja. jak na sprzęt z byłego ZSRR jest to wiatrówka nie do zadarcia. Co prawda obecnie nie wygląda tak jak sprzed 20 lat ale praktycznie nie stracił swoich walorów strzeleckich.
Iżyk spisyłał się dzielnie przez wiele lat do czasu kiedy w 2000 roku usłyszałem, że bez problemów można kupić wiatrówke bez pozwolenia. Lufa ponoć była gładkolufowa, ale do końca nie wiedziałem co to oznacza. Przyzwyczajony do celności iża i slavi z której też miałem przyjemnośc strzelać kupiłem którąś z mocniejszych odmian Hatsana. Niezmiernie zadowolony zacząłem testowań nowo nabyty sprzęt. jakież moje było zdziwienie gdy okazało się że Turkowi brakuje całe lata świetlne do celności mojej rosyjeskiej konstrukcji. Wydawało mi się że trafiłem na badziewny model i szybko go oddałem do sklepu.
Nie zniechęciło mnie to wcale i postanowiłem poszukać jakiego porządnego sklepu z wiatrówkami. W mojej miejscowości takowego nie było, więc wybrałem się do Częstochowy gdzie znajdowała się siedziba od niedawna istniejącego sklepu COLT.
Tam wybór był już znacznie większy. Moją uwagę przykuł piękny karabinek w polimerowej kolbie.
Był nim GAMO SHADOW 1000.

To co go wyróżniało to piękny rasowy wygląd klasycznego sztucera, ale przedewszystkim duża śmoc:) Przebijalnoś była imponująca i tym wyraźnie górował nad IŻem. Jednak po raz kolejny okazało się że i w nim celność jest wielce niezadawalająca. Wymyśliłem, że jak kupię celownik to celność napewno się polepszy. Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Wybór padł na Walthera o stałym powiększeniu x4 i średnicy obiektywu 32mm. Montaż był już w komplecie. Okazało się, że niestety moja wiatrówka jest tak mocna że montaż jeździ po szynach, a co za tym idzie wiatrówka nie trzyma zera. Dokupiłem jednoczęściowy montaż Webley&Scott. Teraz nic już nie miał prawa się przesuwać. No i się nie przesuwało jednak celnoś cały czas była mizerna. W międzyczasie zarejestrowałem się na nowopowstałe forum o wiatrówkach bron.iweb.pl. Właśnie z tamtąd czerpałem wszelką wiedzę o wiatrówkach i jedocześnie mogłem podzielić się moim doświadczeniem. Początek roku 2004 przyniósł zmianę prawa o wiatrówkach. Od tego czasu można było legalnie bez żadnych zezwoleń zakupić wiatrówkę gwintowaną o energi nie przekraczającej 17J. To był duży przełom. Wiatrówki gwintowane są nieporównywalinie celniejsze od gładkolufowych.
Nie chciałem zmieniać całej wiatrówki, toteż wymieniłem tylko lufę. I wreszcie mogłem cieszyć się zadawalającym skupieniem z mojego Shadowa. Pożniej karabinek przeszedł szereg zmian. Zaaczęło się od dołożenia tłumika. następnie zmieniłem lufę na rysowaną. Na koniec własnoręcznie wykonałem do niego nową osadę z afrykańskiego czerwonego drewna.




Pracy było co niemiara, ale efekt finalny był wart tego.
Później miałem jeszcze kilkanaście innych wiatrówek, ale największym sentymentem darzę właśnuie Gamonia.








