Witam
Pozwolę sobie przedstawić krok po kroku jak wykonałem osadę do Diany 54 AirKing według
wzoru/pomysłu podanego przez właściciela - Henia Prz. Cały tekst pochodzi z forum DSSR.org i
jest mojego autorstwa.
Inne moje prace przedstawię osobno i mniej szczegółowo, ale już teraz zachęcam do ich
obejrzenia.
Na początek zastrzegam, aby nie traktować tego tematu jako jedynego prawidłowego wzoru, gdyż
robię to tylko "amatorsko" i nie koniecznie w każdym przypadku mam rację Liczę też na
konstruktywną krytykę i uwagi które mogą pomóc innym, którzy zechcą pobawić się w drewnie.
Wszystkie zawarte tutaj informacje są oparte ma moim własnym doświadczeniu i tak należy je
traktować.
Chciałbym temat potraktować jak najbardziej szczegółowo, aby mógł być namiastką poradnika dla
każdego kto zechce zrobić sobie osadę własnoręcznie.
Na początek istotne pytanie - po co wogóle robić osadę custom skoro sklepowe są na ogół takie
ładne. Moim zdaniem są trzy podstawowe powody - ergonomia, estetyka i brak osady leworęcznej w
danym (wymarzonym) modelu karabinka. Pomijam oczywiście samą chęć posiadania osady zrobionej
własnoręcznie i innej niż wszystkie.
Ergonomia - jak wiadomo osady sklepowe są robione "pod każdego" strzelca, a więc do nikogo
(prawie) nie pasują jak należy. Każdy z nas ma swoją budowę ciała, długość rąk, dłoni, palców
itd. Osada sklepowa jest zrobiona tak, aby prawie każdy mógł ją w miarę wygodnie trzymać, ale
jeśli zależy nam na prawdziwej wygodzie, pewności i powtarzalności chwytu nie możemy przyjąć
takiej sytuacji bo "prawie" jak wiadomo robi dużą różnicę. Dlatego właśnie osady custom są
idealnie dopasowane do strzelca i "same układają się" w rękach do strzału.
Estetyka - standartowe osady wykonane są z buku, a w najlepszym przypadku z orzecha. O ile ten
ostatni jest już estetyczny ( choć o gustach się nie dyskutuje ) to buk jest drewnem raczej
mało efektownym i osoby decydujące się na osadę custom wybierają najczęściej osady z drewna
egzotycznego ( lub selekcjonowanego orzecha ) które jest znacznie ładniejsze - bardziej
wyraziste. Dla zainteresowanych wyglądem różnych gatunków drewna na osady polecam zapoznanie
się z próbkami zamieszczonymi na stronie naszego kolegi Tomka - przykładowe próbki drewna.
Leworęczni - jak wiadomo spora grupa strzelców jest leworęczna lub ma dominujące lewe oko, co
sprawia że potrzebują osady zrobionej odwrotnie. Oczywiście są takie osady sklepowe, ale na
ogół dużo droższe ( nie wiadomo czemu ) i nie są stosowane we wszystkich karabinkach. Są też
osady tzw. ambi - symetryczne, czyli nadające się do strzelania dla prawo i leworęcznych
strzelców, ale skoro już mówimy o ergonomii i dopasowaniu do strzelca jedynym rozsądnym
wyjściem jest osada custom.
Wybór drewna - tu przede wszystkim kierujemy się własnym gustem, każdemu może się podobać inny
gatunek drewna. Druga istotna sprawa to wytrzymałość drewna, czyli jego przydatność do
wykorzystania na osadę - choć tu też jest pewna loteria - nie raz zdarzało mi się widzieć
osady z drewna typowo przeznaczanego do tego celu które pękały lub całkiem się łamały.
Przyczyną często były wady w samym drewnie lub nieodpowiedni kierunek wykonania osady względem
ułożenia słojów. Następna sprawa to wpływ pewnych gatunków drewna na metal i na skórę ludzką.
Tu dla przykładu spotkałem się ze stwierdzeniami że na osady nie poleca się dębu i jesionu
czego moje doświadczenie nie potwierdziło. Egzotyczne gatunki charakteryzują się z kolei dużą
ilością porów i kanalików które podczas obróbki mogą sprawiać sporo kłopotu początkującym
"producentom" osady. Natomiast "najprostsze" drewno czyli buk jest zarazem najłatwiejsze w
obróbce i najtrudniejsze do zepsucia - dlatego można je polecić każdemu kto się boi że zepsuje
swoją pierwszą pracę. Poza tym jest najtańsze więc i straty materialne w razie czego nie będą
wielkie
Do najpopularniejszych gatunków zaliczyłbym (poza bukiem ) orzech, padouk, acajou, sapeli.
Bardzo dobrze obrabia się jesion ( mniej popularny ) i czereśnia.
Projekt - na wybór projektu ma wpływ wiele czynników, począwszy od gustu ( kształt ) przez
możliwość dopasowania do systemu karabinka, dopasowanie do "gabarytów" strzelca, po
przeznaczenie ( strzelanie rekreacyjne, FT, HFT, Silhouette, tarczowe w pozycji stojącej itd )
Większość osad powstaje na podstawie wzorów już istniejących, które są odpowiednio
modyfikowane zależnie do potrzeb. Nie bagatelnym argumentem przy wyborze projektu jest waga
zestawu - pomijając samą wagę różnych gatunków drewna - różne projekty mogą ważyć od 2 do
nawet 5-6 kg co nie jest bez znaczenia jeśli chce się mieć np. karabinek do strzelania
tarczowego/silhouette ( w postawie stojącej ) - duży ciężar nie jest tu dla każdego mile
widziany.
Po wybraniu projektu i gatunku drewna szukamy interesującego nas kawałka - np. w internecie
lub pobliskiej stolarni/tartaku. Kawałek drewna musi być odpowiednio większy od projektu -
zalecana grubość to ok 50mm. Dobrze jest aby dostać drewno już równo przycięte i zheblowane -
oszczędzi to sporo pracy na wstępie oraz ułatwi przeniesienie projektu na dechę. Minimum jakie
zalecam to jedna krawędź (grubość) równo ucięta i splanowana oraz ustawiona pod kątem prostym
do powierzchni bocznych. Będzie to podstawa do dalszej pracy - jeśli tego minimum nie
dostaniemy od sprzedawcy czeka nas na początek praca piłą tarczową i heblarką ( lub
grubościówką jeśli ktoś posiada )
Do dalszych "rozważań" przyjmę że mamy już dechę przyciętą i z wyrównanymi bokami o rozmiarach
ok 80cm x 30cm x 5 cm
Narzędzia - żeby nie pisać rozprawki o tym jakich używać narzędzi będę pisał o nich na bieżąco
w miarę jak będą używane.
Na początek narzędzie bez którego można się obejść - komputer i drukarka
Tak się składa że ja opracowałem sobie taki system, że jak już mam projekt to rysuję go sobie
w programie graficznym biorąc pod uwagę wymiary pod przyszłego właściciela, a następnie
drukuję kształt w skali 1:1 dzięki czemu nie mam problemu z przeniesieniem go na dechę, a przy
okazji mogę takim wyciętym szablonem pomanewrować po desce wybierając miejsce z najlepszym
układem słoi.
Dla tych co wolą ręcznie pozostaje ołówek i rysowanie.
Teraz ważna sprawa - rysować należy od tyłu - tzn. wykorzystać jedną stronę deski jako
podstawę kolby ( miejsce na stopkę ) z niewielkim zapasem na wyrównanie, a z przodu zostawić
miejsce - czyli "zrobić osadę dłuższą" z przodu. Jest to potrzebne do następnego kroku czyli
frezowania rowka pod system. Jeśli korzystamy z frezarki górnowrzecionowej, a tak jest w 99%
to musi ona mieć trochę miejsca na swoją podstawę poza osadą tak około 5 cm zależnie od
modelu/wielkości frezarki. Jeśli nie zostawimy tego wolnego miejsca frezarka nie będzie się
miała na czym opierać podczas pracy i grozi to w najlepszym razie krzywym otworem, a w
najgorszym "pourywaniem rąk"
Zaczynamy prace od frezowania tego rowka dlatego że mamy możliwość pewnego i prostego
zamocowania dechy np. w stoliku montażowym. Gdybyśmy zaczęli od wycinania kształtów i
profilowania boków frezowanie byłoby też możliwe, ale dużo trudniejsze i bardziej ryzykowne (
możliwość uszkodzenia materiału )
Jeżeli nasz projekt zawiera jakieś płaszczyzny frezowane również na bokach ( jak w omawianym
przykładzie ) to również wskazane jest wykonanie ich właśnie teraz.
A tak wygląda decha po frezowaniu pod system i chwyt.

![]()
Otwór na kciuk i spust można zrobić wiertarką, ale mając frezarkę w rękach - po co?
I przymiarka systemu - w razie potrzeby będzie można zrobić poprawki.


Wypada tu napisać dwa słowa o narzędziach, a konkretnie frezach. Często w zestawie z frezarką
dostajemy kilka frezów, ale na ogół są mało przydatne - ja z mojego 12 częściowego zestawu
wykorzystuje tylko trzy małe frezy palcowe. Są to proste frezy o różnych średnicach pomocne
przy wykonywaniu płytkich frezów. Do zrobienia głębokiego rowka pod system potrzebny jest
długo frez - min 5 cm powierzchni tnącej i około 10 mm średnicy. Tu uwaga dla planujących
osadę do PCP - konieczne jest użycie frezu półokrągłego o średnicy ok 32mm - niestety do tej
pory nie udało mi się takiego znaleźć w handlu i używam zastępczo 1 calowego wykonując dwa
równoległe rowki.
W przypadku osad do sprężyn wszystko można zrobić frezami prostymi.
Przy profilowaniu kształtu pod dłoń trzeba skorzystać z najstarszego narzędzia stolarskiego
czyli dłuta. Dla tych co nigdy nie próbowali - to nie takie straszne, ale trzeba pamiętać że
drewno obrabia się zawsze zgodnie z układem włókien, nie można od razu "brać" za głęboko i
przede wszystkim trzeba być cierpliwym. Jeden nieostrożny ruch i odpada nam kawał "mięcha" a
potem mamy z tym nie lada problem jak to wyprowadzić "na ludzi"
Tak więc malutkimi kroczkami aż do uzyskania zamierzonego kształtu z pozostawieniem
minimalnego zapasu na zeszlifowanie.

Dwa słowa o samych dłutach. Wystarczą w zupełności dwa - półokrągłe i płaskie. I wcale nie
muszą być to dłuta z najwyższej półki, ja mam jakieś stare które dostałem od wujka rzeźbiarza,
ale nie są to na pewno Stanley'e ani nic z tych rzeczy, ot zwykłe dłuta (chyba) z
hipermarketu. Do pracy dłutem przydaje się często młotek drewniany, ale same ręce (
ewentualnie czasem pięść ) wystarczą.
Wrócę jeszcze na chwilę do frezowania otworu ( rowka ) pod system. Prawie zawsze robimy osadę
mając pod ręką orginał - trzeba bardzo dokładnie "zdjąć" wszystkie możliwe wymiary i
odwzorować ( wyfrezować ) zaczynając najlepiej od otworów najgłębszych znajdujących się
wewnątrz, a następnie posuwać się na zewnątrz obrysu. W przypadku D54 różnorakość "zawijasów"
jest przeogromna, ale jest to też przykład na to że czasem trzeba pomyśleć i ocenić co do
czego służy. W D54 część frezowań jest po prostu zbędna - może tak im łatwiej zaprogramować
było maszynę, ale skoro robimy to ręcznie to lepiej ocenić czy na pewno wszystkie rowki muszą
być wykonane. I najważniejsze - trzy razy zmierzyć - raz wyfrezować i znów trzy razy zmierzyć.
Na tym etapie bardzo łatwo zepsuć materiał i to niestety nieodwrcalnie. Tak więc ostrożnie
przy mierzeniu i jeszcze ostrożniej przy samym frezowaniu - ta maszynka tnie drewno jak masło.
Najlepiej frezować również małymi kroczkami - np. po 3-4 mm na głębokość, a nie od razu 3-4 cm
( bo też się da ).
A jak już mamy pofrezowane to czas na wycinanki.
Do wycinania kształtu potrzebna jest piła ( pilarka ). W zależności od tego jaką piłę mamy (
lub możemy pożyczyć ) wycinać będziemy albo bardzo zgrubnie, albo dokładnie.
Do najbardziej zgrubnego wycinania można użyć ręcznej piły tarczowej - tu uwaga - tylko te z
dużymi tarczami mają wystarczającą "grubość cięcia" - głębokość do 55 mm - mniejsze nie
przetną całej grubości, więc są mało przydatne. Niestety piła tarczowa jest przeznaczona do
cięcia prostego więc użycie jej jest mało efektywne w przypadku osady i można nią odciąć
główny zarys od reszty dechy - wycinając mniej więcej trójkąt, a następnie drugim cięciem
można wyciąć przód chwytu i dół czółenka. Osobiście nie polecam jednak tego bo jest to
podwójna robota - i tak trzeba będzie ponownie ciąć prawie tyle samo długości żeby uzyskać w
miarę oczekiwany kształt.
Najpopularniejszym rozwiązaniem jest użycie wyżynarki. Ma ona tą zaletę że jest tania, można
nią ciąć w różnych kierunkach, a więc zgodnie z zaplanowym kształtem i przy długich
brzeszczotach wystarcza na grubą dechę. Wadą natomiast jest to że idzie to strasznie wolno -
większość wyżynarek to urządzenia o niskiej mocy i przeznaczone są raczej do cieńszych
materiałów.
Można oczywiście użyć zwykłej piły ręcznej, ale trzeba się tu wykazać cierpliwością ( czyt.
wytrzymałością ) bo cięcie dechy 5-6 cm na długości około 1 m do łatwych i przyjemnych nie
należy - no chyba że ktoś lubi się zmęczyć przy pracy Inna sprawa że piłą ręczną nie uzyskamy
od razu oczekiwanego kształtu i trzeba będzie ciąć wielokrotnie po kawałku w różnych
kierunkach odcinając zbędne fragmenty. Ale ogólnie mogę stwierdzić że się da.
Najlepszym rozwiązaniem jest dobra piła taśmowa ( stołowa ) z naciskiem na słowo dobra. Jest
to związane z tym że w kiepskiej jakości piłach taśma nie jest prowadzona prawidłowo i wygina
się na boki, a ponieważ tnie najszybciej z wszystkich tego typu urządzeń bardzo szybko może
się okazać że właśnie "wcięliśmy się" w kształ osady zamiast ciąć po linii. Oczywiście nie
sądzę aby ktoś w celu zrobienia jednej osady kupował piłę taśmową, ale ze względu na to że
jest to najwygodniejsze narzędzie do wycięcia kształtu osady nie wypada o niej nie napisać.
Można też popytać w stolarniach czy nie wykonaliby takiej usługi - czyli wycięli kształ na
profesjonalnej pile taśmowej, ale zalecam tu kontrolę nad pracą i pozostawienie marginesu
błędu na rysunku.
Skoro już przy "zapasie" jestem - zalecam pozostawienie zapasu w przedniej części chwytu -
czasem po wycięciu może się okazać że źle obliczyliśmy odległość chwytu do spustu i jeśli
wytniemy według linii odwrotu już nie będzie. Lepiej zostawić 1 cm zapasu. przymierzyć do ręki
i ścinać dalej niż martwić się że już nic się nie da zrobić i nie sięgamy palcem spustu.
Robienie doklejek na tym etapie jest bez sensu, więc lepiej zostawić za dużo niż za mało.
Można też to samo zrobić na długości chwytu, ale tu na ogół nie ma problemu z dobrym pomiarem
i rzadko się zdarzy żeby chwyt był za krótki.
W celu uzyskania końcowego kształtu ( obrysu ) zastosujemy kombinację powyższych narzędzi oraz
pilnik ( tarnik, zdzierak ) do drewna.
Tak wygląda wycięty kształt w stanie surowym - czyli po pile i pilnikach.



Jak widać w tym konkretnym projekcie mamy do czynienia z chwytem profilowanym pod palce.
Użyłem tu w pierwszej fazie półokrągłego dłuta.
Następnym krokiem jest nadawanie kształtów - profilu. Do tego celu można użyć dłuta - będzie
to mozolna praca i raczej dla dobrze obeznanych z narzędziem, pilników zdzieraków lub
szlifierki kątowej z tarczą do przyczepiania papieru ściernego - takie kółko z rzepem.
Ta ostatnia opcja ma tyle samo plusów co minusów, a ponieważ lubię z niej korzystać to je
przedstawię. Niewątpliwym plusem jest to że można bardzo szybko i bez wysiłku nadać taki
kształt jaki sobie wymyśliliśmy. Dzięki dużej powierzchni szlifującej obrabiany materiał jest
równo zbierany, co nie zawsze się uda pilnikami o dłutach nie mówiąc. Powierzchnia po obróbce
papierem na kątówce jest już bardzo gładka. Minusy - można bardzo szybko i bez wysiłku
"przedobrzyć" - kilka milimetrów w kilka sekund. Przy złym ustawieniu kąta tarczy do materiału
wyszlifujemy głebokie bruzdy, a może nawet dojść do palenia materiału samym rantem tarczy. Nie
da się podejść w każde miejsce, a próby - a może się uda - na ogół kończą się tym że
zeszlifujemy "przy okazji" nie to co trzeba. Ogromne ilości pyłu ze szlifowania, który wejdzie
w każdą dziurę i jest nie do posprzątania przez następne dwa lata Zalecam używanie okularów i
maski p. pyłowej !
Jeżeli decydujemy się na użycie kątówki to najlepiej najpierw poćwiczyć na zbędnym kawałku
drewna i wyczuć jak się pracuje takim urządzeniem.
Tak wygląda kolba ( mam tu na myśli fragment osady od chwytu do stopki ) po potraktowaniu jej
kątówką.




W przypadku tej osady baka policzkowa będzie uniesiona, więc musiałem ją odciąć po wstępnym
nadaniu kształtu kolby. Użyłem tu brzeszczotu do metalu, aby szczelina była jak najmniejsza -
chodzi o to aby stracić jak najmniej z układu słoi które powinny się "schodzić" jak należy.
Jeśli baka będzie w projekcie w całości z kolbą, trzeba ją wyprofilować jak np. w osadzie do
mojego Harriera.


Mając wyprofilowaną kolbę czas zająć się przednią częścią osady.
Trzeba od razu wiedzieć jaką maksymalną grubość ma mieć nasza osada w tym miejscu i do takiej
grubości plus zapas ok 1mm zeszlifować oba boki na równo. Dopiero po tym zabiegu nadamy żądany
kształt - zaokrąglenie od dołu, od góry, kształt beczkowaty czy ścięty. Łatwiej uzyskać prostą
powierzchnię - nawet o najbardziej wymyślnych profilach poprzecznych - bazując na całkowicie
równiej powierzchni.
Czyli szlifujemy na płasko, a potem dopiero profilujemy.
Płaskie boki




I zaokrąglenie brzegów - tu z przymiarką systemu.

W ten oto sposób mamy nadany "stan surowy zamknięty" naszej osady.
Czas na ciąg dalszy - teraz o szczególikach.
Co mam na myśli? Nadawanie kształtu fragmentom trudno dostępnym, na ogół małym o "złym" kącie
podejścia itp.
Każda osada ma takie miejsca - mniej lub więcej np. okolice spustu, chwytu, otworu na kciuk. W
zależności od wybranego projektu możemy mieć również dodatkowe rowki i wywijasy które właśnie
teraz - czyli po nadaniu kształtu osadzie, a przed szlifowaniem jej "na gładko" - trzeba
dopracować. W wielu przypadkach trzeba będzie pomagać sobie różnymi "dziwnymi" narzędziami np.
papierem nawiniętym na ołówek, czy poskładanym w kostkę o wielkości 5mm
W omawianej osadzie miejsce na prawą dłoń ( nie palce ) - to wgłębienie wykonane dłutem. Nie
było ono przez to zbyt równe - mówiąc delikatnie - i głaskanie go papierem w palcach zajęłoby
masę czasu więc "wymyśliłem" sobie narzędzie - skrzyżowanie dremla ( jako napęd ) i tarczy
ściernej w kształcie koła ( fragment z kątówki ). Dzięki temu że sam papier jest elastyczny
nie powodował wyszlifowania bruzd, a dzięki dużym obrotom szybko wyrównałem pozostałości po
dłutach.
Tak wygląda chwyt i narzędzie o którym piszę.


Proste i bardzo efektywne - polecam.
Jak widać cała "okolica" chwytu ozdobiona jest różnymi rowkami i zawinięciami. Tu najlepiej
sprawdza się papier w palcach - nie ma ryzyka zebrania za dużej ilości materiału i można
dowolnie formować kształt. Niestety jest to zarazem najbardziej czaso - i pracochłonne i
wymaga dużo cierpliwości. Jednak efekty mogą być ciekawe.



Oczywiście widoczne powyżej przykłady trzeba zaplanować w projekcie i częściowo wyfrezować
wcześniej, a teraz tylko dopracować papierem.
Do wyrównania widocznego podłużnego rowka na boku osady zastosowałem nietypowe narzędzie -
papier ścierny nawinięty na... klucz do świec. Akurat rozmiar idealnie pasował. Jest to
przykład że wszystko może się przydać gdy pracujemy w takich miejscach gdzie zwykły prosty
papier na uchwycie czy szlifierce rotacyjnej nie wchodzi w grę :)
Dwa słowa o innych szczególikach i powodzie ich istnienia.
Co odróżnia naszą jedyną i niepowtarzalną osadę od innych? Właśnie szczegóły, małe fragmenty
które wcześniej zaplanujemy - takie których nie będzie u innych, które nadają jej
indywidualnego smaku i charakteru, a zarazem powodują że osada jest bardziej zwarta,
jednolita, tworzy jakąś jedną przemyślaną całość.
Trzeba dobrze przemyśleć takie szczegóły, a jeśli robimy to dla kogoś dokładnie to ustalić -
bo wiadomo jak to jest z gustami. Ważne jest żeby te szczegóły "nie gryzły" się ze sobą i
całym projektem - prosty przykład - przód "kanciaty" tył bardzo zaokrąglony, a w środku nic
łączącego. Nie znaczy to że wogóle nie można łączyć przeciwności. W końcu nie należy robić
osady z samych kantów, bo będzie wyglądała "topornie jak od hebla" - między powierzchniami
prostymi stosuje się zaokrąglenia - nie chodzi mi tu o te zaokrąglenia które np. ułatwiają
chwyt - tylko o takie które "tylko wyglądają", są łagodnymi przejściami wizualnymi między
powierzchniami i tworzą spójną całość.
Przykładem może być przejście środkowej części osady w bakę która z jednej strony jest
profilowana pod policzek, a z drugiej prosta - ale komponująca się z całą kolbą.


Cały efekt pracy nad szczególikami będzie widoczny dopiero na koniec i "na żywo" gdy będzie
można zobaczyć to w prawdziwym trójwymiarze, ale bez nich większość osad będzie tylko kolejną
"dechą" z ładnymi ( bądź nie ) słojami. Dlatego zalecam aby coś takiego w projekcie było.
Pomijam tu temat robienia różnych ryflowań we wzorki, jelenie, dziki itp. - wszystko według
gustu i upodobań.
W ciągu ostatniego tygodnia prace posunęły się do przodu i osada jest prawie gotowa do
olejowania - piszę prawie bo zawsze coś się jeszcze znajdzie do roboty - np. dwa ostatnie dni
to był palmrest. Ale po kolei.
Jak już wspominałem wcześniej fotki z tego etapu pracy nie pokazują za wiele - bo jak zobaczyć
gładkość drewna na zdjęciu ( "pomacać" ekran monitora - taki jest efekt końcowy ),
przedstawię tylko kilka fotek z pracy i kilka dotyczące sprzętu.
Pisałem wcześniej o uchwycie do papieru - jakby ktoś nie wiedział o co chodzi to tak to
wygląda:

Obok widać drobne paski papieru których używam do miejsc trudno dostępnych.
A tak wygląda "przegląd" papierów i sprzętów używanych przy wyrównywaniu powierzchni osady -
taki mały bałaganik.

I na koniec fotek sprzętu szlifierka kątowa z tarczą na rzepa do papieru ściernego - wyjątkowo
w tej osadzie bardzo mało używana. Obok mini szlifierka tzw. dremel i piła tarczowa ( Heniowa
) której akurat nie użyłem

A teraz trochę teorii ( z zakresu szlifowania )
Jak wiadomo papieru ściernego używany od "najgrubszego" czyli z najmniejszym mumerem do
najdrobniejszego czyli z numerem wysokim. Ja użyłem gradacji ( "grubości" ) od 60 ( taśma na
maszynie ) do 1000. Można użyć większych numerów, ale ja nie widzę w tym większego sensu bo po
1000 różnicy już nie widać. Niektórzy stosują jeszcze na koniec tzw. waty stalowej 000, ale ja
to zrobiłem tylko raz i więcej nie zrobię bo efekt jest mizerny, a szkody mogą być spore i
nieodwracalne - wata się kruszy i kawałki metalu wbijają się w osadę, a następnie z czasem
rdzewieją co widać później na osadzie w postaci brązowawych włosków.
Tak więc po kolei zastosowałem papiery o gradacji - 60 (maszyna) 80, 120, 180, 240, 320, 500,
1000. Można jeszcze zastosować coś między 500 i 1000 ale nie jest to konieczne.
Każdym papierem szlifujemy powoli i dokładnie do uzyskania równej, gładkiej powierzchni i
przecieramy suchą szmatką. Po takiej operacji powierzchnia nie powinna mieć widocznych rys -
jeśli takie są widoczne ponawiamy szlifowanie tym samym papierem, aż do skutku. Gdy już nie ma
rys i powierzchnia jest gładka papier powinien się ślizgać i to jest znak że można przejść do
następnego "numeru". W przypadku bardzo dobrze wysuszonego i łatwego w obróbce drewna może być
taka sytuacja że papier będzie zbierał cały czas ( nie będzie się ślizgał ) wtedy trzeba
dokonać zmiany mając pewność że jest już gładko.
Jak sprawdzić czy nie ma na prostej powierzchni niechcianych wgłebień? Na pewno nie uda się to
przez dotyk bo powierzchnia może być gładka i "wyboista". Patrząc na taką powierzchnie też nie
zawsze to dostrzeżemy. Tu przychodzi z pomocą fizyka i światło. Jak wiadomo światło się od
każdej powierzchni odbija i w zależności od tego jak równa jest powierznia odbija się w różny
sposób. Jeśli będzie to powierzchnia całkiem prosta odbicie będzie równomierne, jeśli będzie
gdzieś wgłębienie światło odbije się w innym kierunku, a na oświetlonej powierzchni pojawi się
cień. Sprawdzamy to kierując szlifowaną powierzchnię w stronę źródła światła ( żarówka ) i
przechylając ją powoli tak aby światło mogło się "prześliznąć" po całej powierzchni. Dla
zobrazowania posłużę się schematycznym rysunkiem ( nie śmiać się )

Strzałki zielone pokazują ruch osady, a czerwone padające i odbite światło.
Oczywiście zaznaczone wgłębienie jest przesadnie duże - dla odbicia światła w innym kierunku
wystarczą wgłębienia rzędu dziesiątych części milimetra.
Wgłębienia muszą być wyrównane w pierwszym etapie szlifowania czyli papierami o dużej gradacji
("grube"). Gdy mamy pewność że powierzchnia jest pozbawiona wgłębień i równa przechodzimy do
papieru o wyższym numerze i powtarzamy szlifowanie aż do najdrobniejszego stale kontrolując
czy nie pojawiają się rysy.
Przypominam że szlifujemy zgodnie z kierunkiem włókien w przeciwnym razie rysy będą się
pojawiały zawsze. Niestety nie ma tak dobrze żeby wszędzie dało się zgodnie z kierunkiem -
przykładem jest chwyt, jego przednia część, przód osady i miejsce na stopkę - są to fragmenty
gdzie szlifujemy prostopadle do włókien - taka jest niesety "budowa" materiału i tego się nie
da obejść. W tych przypadkach zalecam szlifowanie "w pionie" chociaż na chwycie i to może być
trudne do wykonania. Tu pozostaje jedynie szlifowanie małymi kawałkami papieru w palcach.
Trzeba jednak zwracać uwagę aby nie porobić wgłębień - im mniejsza powierzchnia szlifująca tym
o to łatwiej. Duże powierzchnie szlifujemy zawsze przy użyciu dużego papieru ( najlepiej w
uchwycie lub na kostce drewna ).
Kiedy powierzchnię można uznać za gładką i przejść do następnego papieru? Podobno gdy nam się
wydaje że jest już gładko to trzeba jeszcze poszlifować z pół godziny i wtedy dopiero będzie
dobrze
Gdy dokończymy szlifowanie najdrobniejszym papierem, ładnie się nam ślizga po powierzchni i
nic już nie zbiera, przecieramy całość suchą szmatką i cieszymy się "lustrzaną gładkością" Ale
to jeszcze nie koniec. Teraz musimy zrobić taki mały eksperyment, żeby się przekonać że wcale
to nie jest gładkie. Moczymy kawałek szmatki w wodzie, wyciskamy tak żeby była wilgotna i
przecieramy cała osadę. Ma być tylko wilgotna - nie mokra. Pozostawiamy do wyschnięcia i nagle
okazuje się że powierzchnia jest bardzo nieprzyjemna w dotyku - jakby była szlifowana tylko
papierem 80-120. To właśnie "podniosły się" włoski drewna które wcześniej nie zostały
zeszlifowane, a jedynie "przygłaskane" do drewna. Bierzemy więc ponownie najdrobniejszy papier
i szlifujemy. Operację tą trzeba powtórzyć dwa, trzy razy, aż stwierdzimy że nawet po
zwilżeniu powierzchni nie staje się ona szorstka. Jeśli tego nie zrobimy, a będziemy w
późniejszym etapie pracy np. bejcować osadę efekt będzie taki, że włoski się podniosą i cała
praca pójdzie na marne - szlifowanie po bejcy może nam przynieść bardzo nieciekawe efekty
wizualne - nierównomierne wsiąkanie bejcy sprawi że i szlifowanie jej będzie nierównomierne,
więc powstaną różne odcienie na zabarwionej powierzni.
Wracając do szlifowania - po tej ostatniej operacji ścinania włosków powierzchnia powinna być
idealnie gładka, śliska sprawiająca wrażenie że jest czymś pokryta - jakby była z tworzywa
sztucznego. To jest znak że można uznać osadę za gotową do następnego etapu ( bejca, olej
zależnie od upodobań ).
I kilka fotek z tego etapu pracy.
Ten klocek będzie palmrestem - tu w wersji surowej:

A tak wygląda po potraktowaniu go maszyną na której leży - taśma ścierna 60:

Dalsze etapy pracy papierem nie są już widocne na fotkach - w zasadzie to już po tej 60-tce
wygląda na gładki.
A tak wygląda osada po skończonym szlifowaniu - papier 1000 i trzykrotne ścinanie włosków - o
gładkości może świadczyć jedynie odbijające się światło żarówki - to nie flesz.



Podczas pracy nad palmrestem natrafiłem na "wątpliwą przyjemność" i jest okazja pokazać z
jakimi artefaktami możemy się spotkać wewnątrz drewienka. Mianowicie szlifując powierzchnię
zaczęły mi wyłazić takie cuda:


Są to kanaliki - na pierwszej fotce ułożone poprzecznie, a na drugiej wzdłuż na słoju.
Problem z nimi jest taki że im więcej zbieram materiału tym więcej się ich pokazuje. Te
poprzeczne są płytkie - nie wyczuwalne pod palcem, a tylko widoczne, natomiast ten wzdłużny
jest głęboki. Podobny artefakt natrafiłem na chwycie na samym dole. Jak sobie z tym radzić? No
cóż - najpierw próbować doszlifować się do miejsca bez kanalików, a jeśli się to nie udaje -
jak w tym przypadku ( zeszlifowałem ze 2mm ) nie pozostaje nic innego jak zaklejenie ich -
użycie kleju bezbarwnego do drewna i pyłu drzewnego - tego ze szlifowania do wypełnienia tych
kanalików. A potem oczywiście szlifowanie. Efekt końcowy nie będzie rewelacyjny bo będą one i
tak widoczne, ale na pewno nie będą wyczuwalne - ot po prostu dodatkowe urozmaicenie faktury
drewna
Ale zanim podejmiemy decyzję o klejeniu, jeśli jest możliwość trzeba się starać zeszlifować
kanaliki do miejsca od nich wolnego - zawsze to będzie lepiej wyglądało.
Przyszedł czas na ostatnią fazę pracy czyli olejowanie.
Przeglądając internet doszedłem do wniosku że nie ma jednej właściwej recepty na poprawne
wykonanie wykończenia osady olejem. Ilu "producentów" osad - tyle pomysłów. Sam zrobiłem kilka
olejowań i też nie trzymałem się jednego sposobu. W tym konkretnym przypadku, ponieważ czas (
Heniu ) mnie nie goni postanowiłem poeksperymentować na kawałkach drewienka z różnymi olejami
i sposobami ich nakładania. W zasadzie mógłbym powiedzieć że różnice nie są powalające -
polegają głównie na uzyskanym odcieniu, wrażeniach dotykowych i czasie schnięcia. Pomijając
"jednyne słuszne" środki typu Old London mogę śmiało stwierdzić że jeśli zależy nam na czasie
należy skorzystać ze środków gotowych ( np. z Castoramy ) typu olej 3V3 ( V33) które
wchłaniają się bardzo szybko i praktycznie co dzień maksymalnie dwa można nakładać kolejne
warstwy. Trzeba jednak zwracać szczególną uwagę na równomierne rozprowadzanie oleju i
zbieranie nadmiaru gdyż przy szybkim wysychaniu mogą pojawić się zacieki, które są później
trudne do usunięcia.
Inaczej zachowuje się olej naturalny ( lniany, tungowy ) który wchłania się głęboko i bardzo
powoli wysycha. Pierwsza warstwa na suche drewno wnika ładnie, ale już druga schnie tydzień
czasu i nie jest całkowicie wyschnięta ( trzymając przez dłuższą chwilę w ręku powstaje tłusty
ślad ). Kolor jest jaśniejszy, a powierzchnia bardziej atłasowa w dotyku. Olej naturalny można
( a w zasadzie powinno się ) rozcieńczać terpentyną co ułatwia mu wnikanie głęboko w drewno i
przyśpiesza proces schnięcia. W przeciwieństwie do olejów "z Castoramy" warstwy należy
nakładać w ilościach śladowych - określa się to mianem filmu olejowego ( coś z motoryzacji ).
Ale może przejdę do konkretnych przykładów.
W zależności od gatunku drewna można olej kłaść od razu po wykończeniu szlifowania - gatunki
"buko-podobne" lub zrobić mieszankę wypełniającą z oleju i pyłu drzewnego ( z samej osady ) w
przypadku gatunków egzotycznych i najpopularniejszego orzecha, które charakteryzują się dużą
porowatością. Mieszankę taką wykonujemy poprzez jednkorotne przeszlifowanie całej osady
najdrobniejszym papierem ( od 1000 wzwyż ) i pozostawiając na niej pył - nie wycierać, ani nie
zdmuchiwać - nakładamy na to olej i dokładnie wsmarowujemy w osadę. Ten pył powchodzi we
wszystkie pory i razem z olejem zaschnie wyrówując powierzchnię. Po krótkim czasie ( zależnie
od oleju ) gdy powierzchnia zaczyna przysychać, ale jeszcze jest klejąca przecieramy całość
zbierając nadmiar oleju i pozostawiamy do wyschnięcia. Tak przygotowaną osadę traktujemy
następnie jak wykonaną z buku czyli nie posiadającą już porów.
W przypadku prezentowanej osady robiłem próby z zapełnianiem porów, ale nie wpłynęły w żadnym
stopniu na "równość" powierzchni co jest zrozumiałe bo to drewno owocowe ( buko-podobne w
budowie ) wobec czego w przypadku gotowej osady ten krok pominąłem.
Po przeprowadzeniu prób z różnymi olejami i mieszankami zdecydowałem się na wykorzystanie
naturalnego oleju tungowego ( chiński, drzewny ) zmieszanego z terpentyną w proporcjach 1-1.
Olej można nakładać każdym sposobem - pędzlem, szmatką, ręką - jak kto lubi. Najdokładniej
wychodzi to "gołą" ręką, bo się najlepiej wciera w drewno, ale nie każdy lubi "babrać się" w
tłustej substancji Pierwszą warstwę należy nałożyć obficie, ale tak żeby olej nie ściekał,
odczekać aż trochę podeschnie - krócej niż w przypadku zapychania porów - i zebrać nadmiar
szmatką, tak aby powierzchnia była mokra, ale żeby nie było widać plam i zacieków oleju. Po
wytarciu olej musi być równomiernie rozprowadzony po całej powierzchni i w takim stanie
pozostawiamy osadę do całkowitego wyschnięcia - w przypadku oleju naturalnego od kilku dni do
tygodnia, a jeśli będzie się nadal kleić pod wpływem chwytu w ręce to jeszcze dłużej. Czas
działa tu na korzyść, bo lepiej zabezpiecza drewno i wzmacnia jego odporność mechaniczną. Jako
przykład podam tu informację że olejem naturalnym zabezpiecza się łodzie ( jachty ) drewniane
i proces ten jest wykonywany nawet przez pół roku żeby olej dobrze się wchłonął. Ponieważ
jednak do osady używa się mniejsze ilości oleju i aż tak dużo czasu nie mamy to kolejną
warstwę położymy po tygodniu, później po trzech tygodniach robiąc przerwę w strzelaniu i
jeszcze po dwóch miesiącach. Dalej to już będzie zwykła konserwacja drewna jak w przypadku
każdej osady.
Wracając do innych olejów - te z Castoramy mają specjalne dodatki przyśpieszające wysychanie
więc całe olejowanie można skończyć w ciągu tygodnia czy 10 dni - efekt zabezpieczający będzie
podobny, wizualny trochę gorszy, ale jeśli ktoś chce spróbować pierwszy raz to jest to również
dobre rozwiązanie, może nawet lepsze dla początkującego.
Co do olejów dedykowanych do osad typu Old London - jest o ich użyciu sporo w Internecie, więc
wspomnę tylko że zawierają w zestawie wypełniacz do porów - więc nie trzeba robić mieszanki z
pyłem i są czymś pośrednim - są to oleje naturalne wzbogacone o dodatki dla szybszego
wysychania, ale również dające dużo lepsze efekty wizualne i dotykowe. Niestety przy braku
umiejętności ( pośpiechu ) można również szybko zepsuć efekt końcowy nawet Old Londonem - za
dużo oleju, za szybko następne warstwy itp. Dlatego dla początkującego polecam popróbowanie na
kawałku drewna jaki zostanie po wycięciu osady i radzę być cierpliwym.
Cóż tu można jeszcze pisać o olejowaniu?
EDIT: Robiłem eksperymenty po ukończeniu tej osady i można przyśpieszyć proces olejowania
używając olejów naturalnych przez zmianę sposobu ich nakładania - zamiast "nakładać"
poszczególne warstwy - wsmarowywałem olej dłonią głęboko w drewno. Praktycznie na drugi dzień
po takim "wsmarowaniu" mogłem kłaść następną warstwę./ END EDIT
Może parę fotek z eksperymentów i samego olejowania niech powie resztę.
Klocki próbne:


I palmrest z baką po pierwszej warstwie:

Prawy boczek świeżo po pierwszej warstwie:

I lewa strona już podeschnięta:

Cała osada nie mieściła się w kadrze leżąc na stole - dlatego tylko fragmenty.
Na kolanach - nałożyłem drugą warstwę:

Po dwóch warstwach - z baką:

I z palmrestem - nie przykręconym jeszcze:

Niestety nie udało mi się przy żadnym oświetleniu uzyskać orginalnego koloru na zdjęciach,
więc na prawdziwy efekt końcowy można zobaczyć tylko "na żywo".
na dzień dzisiejszy pozostało założyć celownik, ustawić palmrest i bakę pod strzelca i iść na
strzelnicę próbować
Tak to wyszło - jakość zdjęć jest nadal kiepska, ale może kiedyś normalnym aparatem i przy
normalnym oświetleniu...




Danusia w nowym ubranku cieszy swojego właścicielu już od jakiegoś czasu i sprawuje się
dobrze.